Sklep

drweski solidarnosc 800 sklep 568x568 - Zagrabiona historia Solidarności,
  • UDOSTĘPNIJ:

Zagrabiona historia Solidarności

Został tylko mit

Opowieść o Solidarności, która drogo nas kosztowała

Wartością prezentowanej polskiemu czytelnikowi książki profesora Bruna Drwęskiego jest odkłamywanie najnowszej historii Polski. Autor przywołuje z przeszłości wyparte prawdy i fakty, odsłania realia, które politycy i posłuszni im propagandyści starannie wymazali ze zbiorowej pamięci.

Jarosław Dobrzański

53,00 

Na stanie

Kup dla mnie

Opis

Gdyby ludziom pierwszej Solidarności, strajkującym w Stoczni Gdańskiej lub gdzie indziej, ktoś mówił, że celem Solidarności będzie zwracanie pałaców, kamienic czy placów, zostałby uznany za prowokatora nasłanego przez Służbę Bezpieczeństwa. Okazało się, że rację mieli prowokatorzy. Zwyciężyła „chytrość rozumu historycznego” czy zwykła chytrość? Tak czy inaczej, ludzie pierwszej Solidarności zostali wystawieni do wiatru, do czego wstyd im się przyznać. O tym jest ta książka.

Bronisław Łagowski

Bruno Drwęski – urodzony w Montrealu politolog, historyk i publicysta. Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Uniwersytetu Pantheon-Sorbonne. Specjalizuje się w najnowszej historii Polski, dziejach europejskiego ruchu robotniczego i problemach postaw politycznych. Profesor w Narodowym Instytucie Języków i Cywilizacji Wschodnich (INALCO) w Paryżu. Autor wielu publikacji, członek redakcji szeregu francuskich i polskich czasopism naukowych, m. in. „Outre-Terre. Revue française de géopolitique”, „La Pensée Libre”, „Revue des Études Slaves” i “Multicultural Studies”. Prezentowana polskiemu czytelnikowi książka ukazała się w r. 2019 we Francji.

Dodatkowe informacje

Waga 0.664 kg
ISBN 978-83-64407-72-7
Oprawa miękka
Liczba stron
352
Format 164×234 mm
Waga
662 g.
Data wydania Warszawa 2020
Autor Bruno Drwęski
Wydawca Fundacja ORATIO RECTA

PRZEDMOWA DO WYDANIA POLSKIEGO 9

I. WPROWADZENIE 19

II. ODDZIAŁYWANIE NIEZALEŻNEGO RUCHU SPOŁECZNEGO W KRAJU SOCJALISTYCZNYM
Zniszczony kraj, zmodernizowany w przyspieszonym tempie 25
Narodziny mitu Solidarności 26
Dwuznaczność przemian z lat 1987–1989 32
Pierwowzór kolorowych rewolucji 39

III. U ŹRÓDEŁ POLSKIEJ DYSYDENCJI
Polska Ludowa: głębokie sprzeczności transformacji społecznej 45
Kryzys z 1956 roku i podziały wśród komunistów 57
Ku zbliżeniu niezadowolonych intelektualistów, robotników i katolików 67

IV. STRAJKI Z 1980 ROKU I 16 MIESIĘCY NIEUDANEJ „PSYCHOTERAPII NARODOWEJ”
Strajki z lata 1980 roku 73
W stronę delegitymizacji ustroju socjalistycznego 89
Wahania: związek czy ruch społeczny? 104
Rozszerzenie ruchu społecznego 108

V. STAN WOJENNY I PODZIEMIE
Społeczeństwo polskie w obliczu stanu wojennego 111
Organizacja podziemia 121
Rok przetrwania 126
Represje i narastanie rozdźwięków na szczytach władzy 136
Znaczenie kontaktów zagranicznych 142
Jakie cele? 157
Cele sił represyjnych 168
Bojkot wyborczy 175
Ewolucja wewnątrz Solidarności 178
Finansowanie podziemia 187
Znaczenie zewnętrznej pomocy finansowej 187
Solidarność, międzynarodowy ruch związkowy i CIA 195
Struktury Solidarności na emigracji i ich wpływ na działalność w Polsce 210
Podziemna działalność wydawnicza 215
Przygotowania do zmiany (1986–1989) 221
Polska w globalnej strategii wypierania 244

VI. PODWÓJNA PORAŻKA NURTÓW ROBOTNICZYCH
Pierestrojka i jej konsekwencje w Polsce 249
Demontaż przedsiębiorstw państwowych i ostatnie fale strajków 253

Przewrót polityczny: rząd Mazowieckiego i rozszerzenie liberalnych reform 258
Przyspieszenie zmian strukturalnych i przejście do kapitalizmu 273
Najnowsze wiadomości z CIA 282

VII. PODSUMOWANIE 289

POSŁOWIE: SOLIDARNOŚĆ 1980 – ŁABĘDZI ŚPIEW POLSKIEGO SOCJALIZMU LUDOWEGO Jarosław Dobrzański 295

INDEKS OSÓB 347

Ludowa historia „Solidarności” – słowo wstępne od tłumacza

Do niedawna historycy opisywali przeszłość skupiając się na wielkiej polityce, dyplomacji i wojnach. Rzadziej na gospodarce, kulturze i ideach. Tego rodzaju historia pisana była przez pryzmat wybitnych jednostek, wielkich przywódców, elit politycznych, gospodarczych i kulturalnych. Dopiero pod koniec drugiej połowy XX w. poczesne miejsce w historiografii wywalczyła sobie tzw. historia społeczna, opisująca przeszłość przez pryzmat zmian zachodzących w społeczeństwach, ze szczególnym uwzględnieniem ruchów masowych i klas pomijanych we wcześniejszych modelach historiografii. Do Polski historia społeczna trafiła z opóźnieniem. W PRL marksizm stał się szybko drętwą nowomową, tracąc wiarygodność naukową. A po 1989 r. humanistyka rzuciła się w drugą skrajność i nastał okres ortodoksji prawicowej. Niemal każdy opis społeczeństwa przez pryzmat klas społecznych, a zwłaszcza klas wyzyskiwanych, uważano za ideologię komunistyczną i eliminowano z poddanych nadzorowi nowej cenzury nauk społecznych. Jeszcze później zaczęto pisać na świecie „historie ludowe”, zawierające opisy przeszłości z punktu widzenia warstw ludowych, które sytuowano w roli podmiotu historii. W podwójnym sensie słowa – jako czynnik sprawczy dziejów i jako podmiot praw, roszczeń i interesów.

Książka prof. Bruno Drwęskiego o Solidarności jest historią ludową w obu znaczeniach. Opisuje pojawienie się Solidarności jako czynnika sprawczego dziejów i podmiotu rewindykacji i roszczeń społecznych. Następnie pokazuje przekształcenia, jakim ruch ludowy ulegał w czasie trwania stanu wojennego, które doprowadziły do ukształtowania się pod tą samą nazwą zupełnie innej rzeczywistości na przełomie lat 80/90. Albowiem doszło wtedy do przejęcia ruchu masowego, zgłaszającego radykalne postulaty o charakterze socjalistycznym, przez elitarną grupę interesów, która następnie wykorzystała autorytet i szyld tego ruchu do obrony polityki skrajnie antysocjalistycznej. Polityka ta skutkowała zmianą ustroju i restauracją kapitalizmu. Skutkiem ubocznym było rozbicie wielkoprzemysłowej klasy robotniczej i pozbawienie jej instrumentów obrony własnego interesu klasowego. Z roli podmiotu historii, którą odgrywała przez krótką chwilę, w latach 1980-81, Solidarność – nie jako sztandar, ale w wymiarze czysto ludzkim – została zdegradowana do rangi najniższej – do pozycji masy upadłościowej po realnym socjalizmie. By skutecznie odwrócić uwagę milionowej rzeszy związku zawodowego od klęski, jaka okazała się jej udziałem, stworzono legendę Solidarności, która stała się mitem założycielskim nowej władzy. Pokonana i zawstydzona swoją porażką klasa ludowa przyjęła tę symboliczną satysfakcję w charakterze odszkodowania za realne straty. Im niżej i liczniej upadali w hierarchii społecznej szeregowi członkowie Solidarności, tym wyżej i dumniej powiewał jej sztandar, symbol pogromcy „komunizmu”. Im głębsza była deklasacja mas członkowskich, tym głośniej w kraju, którego gospdarkę uwolniono od „szkodliwego wpływu” związków zawodowych, opiewano rzekomy tryumf „związkowców” . I i tym bardziej rosła rola symbolicznej gratyfikacji. Za odebrane im, zlikwidowane lub sprywatyzowane zakłady pracy; za zamknięte szkoły, do których kiedyś uczęszczały ich dzieci, a które teraz zwrócono przedwojennym właścicielom; za oddane w prywatne ręce majątki, bloki mieszkalne, szpitale, sanatoria, a nawet uzdrowiska i całe miasteczka. Zapłatą za te realne straty była gloryfikacja mitycznej Solidarności. Inną formą perwersyjnego zadośćuczynienia była kierująca się niskimi pobudkami możliwość wzięcia selektywnego odwetu na „komunistach” i tych, którym przypadła w udziale rola kozła ofiarnego wyznaczonego do społecznego napiętnowania. Wyselekcjonowane grupy osób spotkały się z całym arsenałem szykan, od pokazowych procesów i wyroków, przez pozbawienie możliwości wykonywania pracy, obniżenie emerytury, aż do odmowy należytego pochówku.

Klasy ludowe jako podmiot społeczny pojawiły się w Polsce dopiero po II wojnie światowej. Odcięte od tradycji przedwojennych ruchów lewicy społecznej, a za sprawą swojego chłopskiego pochodzenia konserwatywne światopoglądowo, widziały w nowej rzeczywistości bardziej szansę osobistego awansu społecznego niż możliwość zbiorowego konstruowania innego porządku społeczno-ekonomicznego. Z tej racji polski socjalizm po wojnie miał charakter hybrydowy, a przywódcy partyjni czuli się w obowiązku uwzględniać osobliwości polskiego rozwoju społecznego. Tym tłumaczy się tak duża obecność elementów narodowych w  dziejach państwa socjalistycznego. Niemniej jednak, Polska Ludowa odwoływała się do tej nazwy nie bez racji. Mimo wielu słabości, socjalistyczne państwo do pewnego czasu skutecznie chroniło rodzime klasy ludowe przez konkurencją ze strony międzynarodowego kapitalizmu, a awans społeczny, jaki się dokonał w ciągu czterdziestopięcioletniego istnienia PRL nie tylko nie był bagatelny, ale okazał się jednym z najważniejszych rozdziałów w historii nowożytnej Polski, bowiem nigdy wcześniej ani później nie dokonano skokowego postępu o takich rozmiarach, nie notowano takiego podniesienia poziomu życia szerokich mas społecznych i nigdy tak wiele kolejnych generacji Polaków nie zaznało tak znacznego zwiększenia swoich możliwości życiowych. Z kraju etnicznie zróżnicowanego, zaludnionego przez kształtowane w różnych organizmach państwowych elementy heterogeniczne, zamieszkałego przez ludność o ograniczonym poczuciu wspólnoty narodowej i świadomości klasowej, charakteryzującą się wysokim odsetkiem analfabetyzmu; z państwa o gospodarce pół-feudalnej, z kapitalizmem peryferyjnym typu folwarcznego, z przestarzałą strukturą społeczną, w której jeszcze w XX w. dominowało ziemiaństwo i wyalienowana elita urzędniczo-państwowa, po wojnie Polska przekształciła się w państwo nowoczesne, oferujące szeroki wachlarz usług publicznych; w państwo, które stało się promotorem awansu i postępu społecznego i stworzyło skuteczną organizację administracyjną. W państwie tym uformowało się dobrze wykształcone i spójne społeczeństwo masowe, w którym bezprecedensowe możliwości mobilności społecznej w obrębie zaledwie jednego pokolenia stały się szansą dostępną sporej części ludności.

Historia związku zawodowego Solidarność, który domagał się zwiększenia roli czynnika ludowego w rzeczywistości społecznej PRL zbiegła się z początkiem ciągu wydarzeń, które – przy uwzględnieniu istotnej roli kontekstu międzynarodowego – doprowadziły do kryzysu i upadku ludowego państwa polskiego. Historyczna Solidarność nie chciała i nie mogła obalić socjalizmu. A jednak stała się nieświadomym narzędziem w skomplikowanych zabiegach o jego likwidację. Wcześniej jednak sama musiała zostać przekształcona w ruch o zupełnie innym charakterze. Grzebiąc socjalizm, Solidarność ostatecznie przekreśliła możliwość realizacji słynnych postulatów komitetu strajkowego z lata 1980 r. O tym, w jaki sposób to się stało opowiada książka Bruno Drwęskiego.

Zagrabiona historia Solidarności

 

Anna Leszkowska

 

Fundacja Oratio Recta, mająca wielkie zasługi w przywracaniu do powszechnej pamięci przeinaczonych, bądź przemilczanych przez ostatnie 30 lat faktów historycznych, wydała znakomitą książkę Brunona Drwęskiego – Zagrabiona historia Solidarności w tłumaczeniu i z posłowiem oraz komentarzami Jarosława Dobrzańskiego. Książkę, która winna się znaleźć w bibliotece każdego, kogo interesują sprawy publiczne i nieobcy jest mu kształt państwa, w jakim żyje.
„Książka profesora Drwęskiego jest ważnym uzupełnieniem tego pisarstwa, które można dziś określić jako swoistą literaturę drugiego obiegu, próbującą się przeciwstawić propagandowej urawniłowce wydawnictw głównego nurtu i nakazom państwowej polityki historycznej – pisze Jarosław Dobrzański. – Wnosi nowe spojrzenie na zjawisko, które uważane jest powszechnie za jedno z najważniejszych wydarzeń w najnowszych dziejach ojczyzny. Przesądziło o obecnym kształcie Polski i zdeterminowało jej los historyczny na wiele następnych lat”.

Bruno Drwęski, urodzony w Montrealu politolog, historyk i publicysta, specjalizuje się w najnowszej historii Polski, dziejach europejskiego ruchu robotniczego i problemach postaw politycznych. Książka, jaką polski czytelnik dostaje właśnie do ręki jest nie tylko wynikiem badań naukowych nad zjawiskiem jakim była Solidarność, ale wypływa z głębszego jego zrozumienia, wynikającego z faktu zamieszkiwania autora w Polsce, jako że jest on absolwentem Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Sorbony.

Bruno Drwęski nie ogranicza się więc tylko do warstwy faktograficznej związanej z Solidarnością w latach 80., ale sięga głębiej, do historii przed- i powojennej Polski oraz problemów gospodarczych i społecznych, z jakimi władza powojenna musiała się zmierzyć. Pokazuje obraz klas społecznych – skromną liczebnie „starą” klasę robotniczą przetrzebioną przez wojnę, konieczność odbudowywania przemysłu przy pomocy chłopstwa, które dopiero w 1944 roku zostało uwolnione od feudalizmu, a wręcz niewolnictwa (co miało wpływ na świadomość „nowej” klasy robotniczej), rodzącą się nową klasę mieszczaństwa i inteligencji, wybitej przez okupanta i własne, przedwojenne „elity” odpowiedzialne za powstanie warszawskie.

Na tym tle – ujmującym także sytuację międzynarodową – buduje obraz jeszcze bardziej szczegółowy i mocniejszy, pokazujący w odbudowującej się Polsce kolejne konflikty społeczne wynikające z przyspieszonej transformacji: ustrojowej, gospodarczej i społecznej. A w ich wyniku kryzysy: roku 1956 (przyjmowanego za czas „narodzin” polskiej dysydencji), 1968, 1970 i 1980 (zakończonego stanem wojennym w 1981 roku).

Analizując ten czas, autor wskazuje na głębokie sprzeczności społeczne, jakich władza nie potrafiła rozwiązać w ramach ustroju socjalistycznego, a które stały się źródłem powstania NSZZ Solidarność. To uruchomiło całą lawinę: upadek ustroju poprzez wywołanie pierwszej „kolorowej rewolucji”, ale i upadek samej Solidarności i jej ideałów, w imię których strajkowały miliony robotników.
Pokazując dokumenty, jakie obecnie straciły klauzulę tajności, Bruno Drwęski burzy dzisiejszą narrację beneficjentów tego ruchu społecznego, który wyniósł do władzy dzieci ówczesnych wysokich urzędników partyjnych i państwowych a miliony robotników pozbawił miejsc pracy, całe społeczeństwo zaś wydziedziczył z majątku, jaki ono po wojnie stworzyło. Obnaża hipokryzję tych przywódców Solidarności, którzy mieli na sztandarach bogoojczyźniane hasła, żeby po zdobyciu władzy odebrać sobie za nie sowitą zapłatę.

Książka jest arcyciekawa nie tylko z powodu ujawnienia tego kto był/jest kim, ale i z tego powodu, że pokazuje nieznane wcześniej kulisy działań różnych – bardzo licznych – stron tej rebelii: i polskiej emigracji, i rządów USA, Francji, Wielkiej Brytanii, Mosadu, CIA, Watykanu. Także – największego beneficjenta tego autentycznie rewolucyjnego ruchu – Kościoła katolickiego, który dzięki Solidarności wyrósł na najzamożniejszą i najbardziej wpływową siłę w państwie. Są tam takie perełki, jak sposób zdobycia przez biskupa Wojtyłę kapelusza kardynalskiego czy późniejszego urzędu papieskiego.

Niemniej ciekawa jest też druga część książki – Posłowie Jarosława Dobrzańskiego, pokazującego różne na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat prace dotyczące Solidarności, różnie oceniające ten ruch. Tytułując ten rozdział: „Solidarność 1980 – łabędzi śpiew polskiego socjalizmu ludowego” udowadnia na przykładach z literatury przedmiotu jego prawdziwość. (al.)

“Sprawy Nauki”, 31.10.2020 r.

Zagrabiona historia Solidarności – został tylko mit

 

Anna Leszkowska

 

Po upływie 30 lat od dojścia do władzy przywódców Solidarności nadszedł czas na bilans. W tym celu musimy zrozumieć, czym był realny socjalizm i jak powstał ruch społeczny zrodzony z protestu w sierpniu 1980 roku.

Pod koniec wojny, wśród ruin i cmentarzysk milionów pomordowanych, nielicznym z początku i często odizolowanym komunistom udało się zorganizować Polaków do odbudowy kraju.
Pomimo niedociągnięć, Polska Ludowa przywróciła nie tylko dumę narodową, ale także żywotność kulturową i społeczną, która miała wielokrotnie się przejawiać po 1945 roku. Paradoksem tej historii było to, że po ponad 30 latach realnego socjalizmu system ten wytworzył opozycyjny związek zawodowy.

Narodziny Solidarności były chaotyczne, jednak były nie przyczyną, ale konsekwencją kryzysu spowodowanego niedocenianiem potrzeb tworzonych przez socjalizm. Nieświadomość wielu socjalistycznych przywódców co do rezultatów wychwalanych przez nich zasad doprowadziła do coraz większych nieporozumień, potem niezadowolenia, a w końcu buntu. Eskalacja ta stworzyła ogromną szansę dla Stanów Zjednoczonych i sił kapitału, które dążyły do zmiany relacji kapitał- -praca istniejących na świecie od 1945 roku. Wykorzystały do tego luki systemu, bo komuniści, choć otrzymali liczne ostrzeżenia: NRD 1953, Polska i Węgry 1956, Czechosłowacja 1968 itd., nie wyciągnęli wniosków z efektów ogromnego postępu kulturalnego, nie docenili też celów przeciwnika, za to przeceniali spójność i siły obozu socjalistycznego.

Mimo że wiele kadr PZPR skorzystało z możliwości kształcenia i awansu społecznego, jakie otworzył nowy ustrój, często zachowały przedsocjalistyczną mentalność, indywidualistyczną kulturę drobnego przedsiębiorcy i fascynację blichtrem zachodniego społeczeństwa. Walka klas nie jest drogą usłaną różami, to prawdziwa wojna. Zamiast zgodzić się na skonfrontowanie przyzwyczajeń z nową sytuacją, z jej wyzwaniami, wielu przywódców partyjnych umościło się w niej wygodnie, uznając swoją pozycję za ostateczną.

Paryska odsłona

Wspomnienia jednego z liderów francuskiego związku zawodowego CGT, Jeana-Pierre’a Page’a, z pochodzenia, przez matkę, Polaka, pomagają zrozumieć proces, który doprowadził do odejścia Solidarności od jej pierwotnej bazy pracowniczej.
CGT, Powszechna Konfederacja Pracy, powitała najpierw delegację oficjalnych polskich związków zawodowych, Centralnej Rady Związków Zawodowych, latem 1980 roku, kiedy już rozpoczęły się strajki w Stoczni im. Lenina. Dla tych związkowców, członków PZPR, sytuacja pozostawała pod kontrolą i nie było czym się martwić. Rok później, w październiku 1981 roku, to już Solidarność przybyła do francuskich związków zawodowych. Jean-Pierre Page w przedmowie do francuskiego wydania tej książki tak to opisywał:

„Otrzymałem telefon od Georges’a Séguy. Powiedział, że przywódca Solidarności Lech Wałęsa przyjeżdża do Paryża. To nie były już tylko strajki, które się zwielokrotniły, ale pojawienie się tego, co nazwano niezależnym związkiem zawodowym. Wkrótce mieliśmy odkryć, że nie był aż taki niezależny! Sekretarz generalny CGT poinformował mnie, że wszystkie francuskie konfederacje związkowe zamierzają powitać delegację Solidarności na lotnisku Orly i że moja obecność jest potrzebna. W tym dniu pojechałem po Lecha Wałęsę, Bronisława Geremka i całą delegację, aby zabrać ich z samolotu na konferencję prasową w obecności liderów ZZ CGT, CFDT, CFTC, FO, FEN. (…)

Tego dnia pojawiło się wiele otwierających oczy niespodzianek. Ujawniły one myśli Wałęsy oraz intelektualistów, którzy mu towarzyszyli, a raczej go pilnowali. Dyskusja, naznaczona wymijającymi odpowiedziami, była intensywna, ale pozostawiła uczestników w wielkim zakłopotaniu. Działaczki CGT osłupiały, kiedy Wałęsa wyjaśnił im swoją koncepcję roli kobiety: matka w rodzinie, dobra katoliczka, ograniczona do zadań domowych: dzieci, gotowania, sprzątania. Wydawało się to tym bardziej szokujące, że w zasadzie Solidarność narodziła się z powodu zwolnienia robotnicy i działaczki, Anny Walentynowicz. W rzeczywistości, jak zobaczymy później, było to nie przejęzyczenie, ale głębokie przekonanie Wałęsy. Dla wielu takie widzenie spraw było niespodziewane. Media przecież tyle trąbiły na temat nowoczesności i odnowy uosabianej przez ten związek zawodowy!

A to było akurat to, Solidarność. A co z samorządnością i z kontrolą pracowniczą w przedsiębiorstwach, jak on to widział? W tym czasie dużo debatowano na te tematy w CGT i CFDT, były nawet pewne próby z samorządnością. A dla niego i jego towarzyszy to wszystko było bardzo niejasne, był to bardziej frazes, hasło niż cokolwiek innego.
Wieczorem, na kolacji, sytuacja stała się wręcz surrealistyczna! Wobec demonstrowanej przez Wałęsę ignorancji historycznej, Henri Krasucki (1924-2003, członek Biura Politycznego Francuskiej Partii Komunistycznej, Sekretarz generalny CGT od 1982 r.), który reprezentował kierownictwo CGT, w końcu dał mu wykład na temat historii Polski. Tymczasem my rozmawialiśmy z Geremkiem, Mazowieckim, Cywińskim. Nasza wymiana zdań wkrótce przybrała charakter polityczny. Na nasze pytania dotyczące kierunków rozwoju Solidarności ich odpowiedzi były bardzo jasne. Sprawy czysto związkowe nie były głównym przedmiotem ich zainteresowania, a nawet wcale się nimi nie interesowali. Ważna była władza, a tym samym zmiana ustroju. Dla naszych rozmówców Solidarność była więc tak naprawdę koniem trojańskim i niczym więcej. Podobnie jak Bronisław Geremek inni członkowie delegacji należeli kiedyś do PZPR.
Nasza dyskusja nie toczyła się według norm dyplomatycznych, ich zamiary były jasne, tak jak środki polityczne, jakimi dysponowali. Później odkryto, że oprócz środków politycznych istniało znaczące międzynarodowe wsparcie finansowe. Co do CGT, oni uznali, że musimy wybrać: z nimi, tak jak to zrobiła CFDT, albo przeciw nim! (…)

Solidarność nie pojawiła się ot tak, nagle, na spokojnej scenie, jej narodziny umożliwiła powolna ewolucja społeczeństwa. Ukryte motywacje jej przywódców były bardziej polityczne niż związkowe. Od samego początku uzyskała bezwarunkowe międzynarodowe poparcie najbardziej antykomunistycznych związków zawodowych, które również zapewniały o swoim apolitycznym i rzekomo niezależnym, czysto związkowym charakterze. Spieszyły jej z pomocą. Nie było w tym właściwie nic nowego, bo już w roku 1956 Międzynarodowa Konfederacja Wolnych Związków Zawodowych (obecnie przekształcona w Międzynarodową Konfederację Związków Zawodowych) z pomocą AFL-CIO i CIA zebrała kwotę 850 tys. dolarów na sfinansowanie węgierskiego funduszu solidarności . Więc były precedensy…”.

Rozbieżne cele

W ciągu 10 lat, jakie upłynęły od momentu, w którym strajkujący robotnicy gdańscy zażądali rozszerzenia zdobyczy socjalnych przyniesionych przez socjalizm, przeszliśmy do ideologicznego, a następnie politycznego upadku tzw. obozu pokoju. Robotnicy polskich stoczni, kopalń czy przemysłu stalowego po okresie strajków, demonstracji, stanu wojennego, represji, działań nielegalnych ustąpili miejsca intelektualistom i ekonomistom, którzy mieli dojścia na zachodnie salony. Następnie w ciągu kilku miesięcy doszło do wstrząsu społecznego, z którego skutkami narody Europy Wschodniej do dziś się nie uporały.

W PZPR część kadr, głównie aparatu gospodarczego, skorzystała z okazji, jaką było powstanie Solidarności, aby realizować swoje pomysły, które miały na celu wcale nie obronę osiągnięć socjalizmu, czyli publicznej własności środków produkcji, lecz przeciwnie – likwidowanie ich. Z kolei doradcy Solidarności, którzy wspinali się po szczeblach drabiny społecznej często dzięki PZPR lub korzystając z jej pasów transmisyjnych, zrywali z nią wraz z rozwojem swoich kontaktów i sieci popleczników na Zachodzie, zawężaniem się możliwości rozwoju własnej kariery oraz rosnącą biernością systemu, co popchnęło ich do przechodzenia od rewizjonizmu, przez trockizującą lewicowość, następnie socjaldemokratyzm, do wizji socjalliberalnej, a na końcu czysto liberalnej.

W partii, podobnie jak w Solidarności, pojawiło się środowisko, które kierowało system ku czemuś mdłemu i kompatybilnemu z postkeynesowskim kapitalistycznym Zachodem. Inni marzyli wprost o liberalizmie związanym z ponadnarodową Europą, z NATO, pod amerykańskim przywództwem. Co stało się realistyczne od momentu, gdy Reagan przyjął kurs na nową zimną wojnę, ZSRR został wepchnięty w afgańską pułapkę zastawioną przez Zbigniewa Brzezińskiego i gdy ogłoszenie stanu wojennego w Polsce dopełniło w oczach wielu opozycjonistów delegitymizacji idei odnowy socjalizmu.

Ta ewolucja ograniczała się właściwie do warstwy intelektualistów, podczas gdy ludność była coraz bardziej zdezorientowana, z jednej strony zafascynowana pozornym bogactwem mieszkańców państw zachodnich, choć z drugiej nie życzyła sobie likwidacji zabezpieczeń społecznych, jakie przyniósł realny socjalizm. To w tym kontekście masowa Solidarność robotnicza lat 1980 i 1981 rozpadła się po ogłoszeniu stanu wojennego, zostawiając po sobie dość odizolowane podziemne grupki, czasem bardziej robotnicze, czasem bardziej inteligenckie.

Trzeba także wziąć pod uwagę Kościół, podzielony na pragmatyków powściągliwych w obliczu „dekadencji moralnej” Zachodu i radykalnych antykomunistów. Watykan wpadł w tym okresie w ręce Opus Dei i był pod wpływem zamożnego Kościoła niemieckiego. Wybrano polskiego papieża, który, chociaż cechował się wrażliwością społeczną, był silnie antykomunistyczny – stąd jego zbliżenie z Reaganem. Sytuacja międzynarodowa popychała z kolei kapitał do zdobywania nowych rynków, bo od połowy lat 70. był on w kryzysie, zagrożony zmniejszaniem się stopy zysku.
Grupy interesu, które kapitaliści finansowali, odgrywały istotną rolę w Polsce i poza nią. Nie można też pominąć wpływu polskiej emigracji, od dawna zdominowanej przez zwolenników Polski tradycjonalistycznej, która po 1945 roku prawie zniknęła, ale na Zachodzie wciąż cieszyła się poparciem najbardziej reakcyjnych kręgów.

Zachodnie lobbies i fundacje interesowały się wszystkim: uniwersytetami, mediami, środowiskami ekonomistów, polskimi stypendystami na Zachodzie, a także związkami zawodowymi. Odrzucano często racjonalne i obiektywne podejście. Używano do propagandy też prawie wszystkiego, od najbardziej etnocentrycznego i emocjonalnego nacjonalizmu po różne odcienie konserwatyzmu i powierzchownego goszyzmu, izolując, marginalizując i bojkotując tych, którzy temu prądowi stawiali opór, tym bardziej że stan wojenny przyczynił się do delegitymizacji systemu i polaryzacji zachowań.

Pożegnanie ideałów

Mało która w historii siła twierdząca, że opiera się na ruchu związkowym, a nawet na samorządności pracowniczej, otrzymywałaby aż takie wsparcie środowisk konserwatywnych. Sprawiedliwość społeczna, prawo udziału pracowników w zarządzaniu przedsiębiorstwem, niezależność związkowa – wszystko to zostało wykorzystane i zapomniane, jak tylko zaczęto dochodzić do władzy. Elity wolały marzyć o swobodzie podróżowania, nowoczesności, inwestycjach zagranicznych, swobodzie przedsiębiorczości, otwartych rynkach, dobrobycie, efektywności, kompetencji, Europie, nie precyzując jednak, co to oznacza.

Niezależnie od tego, czy tym, którzy wówczas byli chronieni przed konkretnymi skutkami walki klas, podobało się to, czy nie, imperializm nie zniknął i dążył do zmiany układu sił powstałego po II wojnie światowej. Wykorzystywał zaś zbiurokratyzowanie coraz bardziej tracącego oddech realnego socjalizmu, karierowiczostwo i dążenie do „dogonienia Ameryki”. Popieraniu Solidarności towarzyszyła ofensywa ideologiczna mająca na celu stopniowe zdyskredytowanie ideałów socjalizmu i postępu społecznego, choć w latach 80. wiele artykułów w prasie podziemnej pokazywało, że nadal dominują one w poglądach dołów opozycyjnych, w tym tych najbardziej antykomunistycznych. Nigdy przed rokiem 1989, poza wąskimi kręgami intelektualnymi, nie mówiono o promowaniu wartości neoliberalnych, co najwyżej używano terminu „rynek”, ostrożnie unikając słowa „kapitalizm”.

Rola CIA

Nie można pisać o historii Solidarności, nie wspominając o roli AFL-CIO, Amerykańskiej Federacji Pracy-Kongresu Przemysłowych Związków Zawodowych, której aparat był od początku zimnej wojny ściśle związany z establishmentem waszyngtońskim. Przewodniczący AFL-CIO, Lane Kirkland, był skrajnym antykomunistą, który wycofał się z krajowych obowiązków i poświęcił departamentowi międzynarodowemu federacji oraz realizowaniu ekspansjonistycznych strategii USA.

Środki finansowe amerykańskiego związku zostały uruchomione już w 1980 roku za pośrednictwem Polish Workers Aid Fund. Kirkland uznał, że „kwestia polska nie jest wewnętrznym polskim problemem”. Wykorzystywał swoje kontakty z CIA i wielkim biznesem w ścisłej współpracy z Irvingiem Brownem, który kierował biurem AFL-CIO w Europie. David Dubinsky, członek Rady Wykonawczej AFL-CIO, powiedział, że jego związek powinien zostać nazwany AFL-CIA. Irving Brown zresztą odegrał po wojnie ważną rolę w antykomunistycznym rozłamie ZZ CGT we Francji, który doprowadził do powstania ZZ CGT-FO (FO, czyli Force Ouvrière, Siła Robotnicza). Już w tym czasie dowożenie walizek dolarów miało osłabić CGT i CGIL, Włoską Powszechną Konfederację Pracy, podczas gdy DGB, Federacja Niemieckich Związków Zawodowych, utworzona pod egidą amerykańskich władz okupacyjnych, wspierała AFL-CIO.
Irving Brown wiele lat później przyznał, że jako agent CIA, w dużej mierze finansowany przez CIA, firmy i administrację amerykańską, przyczyniał się do powstawania frakcji związków zawodowych. Wraz z Jayem Lovestone’em odegrał kluczową rolę w powstaniu rozłamowej organizacji antykomunistycznych związków zawodowych, doprowadzając w 1949 roku do oderwania się od Światowej Federacji Związków Zawodowych (WFTU) tzw. Międzynarodowej Konfederacji Wolnych Związków Zawodowych (ICFTU), która stała się zalążkiem utworzonej w 2006 roku Międzynarodowej Konfederacji Związków Zawodowych (ITUC).

Nic dziwnego, że po antykomunistycznych manewrach w Europie Zachodniej ci bardzo szczególni związkowcy zaczęli się troszczyć o Europę Wschodnią. George Cabot Lodge, milioner, pracownik naukowy i ambasador USA, zauważył: „Dzisiejszy mało znany związkowiec może być jutrzejszym premierem lub prezydentem”.
AFL-CIO skorzystała również z poparcia National Endowment for Democracy , utworzonej przez Ronalda Reagana w 1983 roku, aby jego zdaniem, „zrobić to, czego CIA nie mogła zrobić”. George Meany, poprzednik Kirklanda, już wcześniej założył American Institute for Free Labor Development (AIFLD), dysponujący środkami finansowymi przeznaczonymi na penetrację ruchów związkowych.

W połowie lat 70. wiele osób z różnych krajów Europy Wschodniej skorzystało ze szkoleń Departamentu Pracy USA. Wszystkie te programy zostały zainicjowane już w latach 50. przez nazistowskiego generała Reinharda Gehlena, który stanął na czele zachodnioniemieckiej służby szpiegowskiej i miał otrzymywać na takie działania około 6 mln dolarów rocznie.

Ważny był udział AFL-CIO i prozachodniego reformistycznego międzynarodowego ruchu związkowego w przejęciu Solidarności, a także pomoc CFDT, Francuskiej Demokratycznej Konfederacji Pracy. Wiemy dziś, o jak istotne sumy chodziło, nawet jeśli wiele pozostaje jeszcze do odkrycia. Ostatecznie zarówno w Polsce, jak i na świecie Solidarność była jednym z instrumentów osłabienia walki o prawa pracujących, wzmocnienia polityki antyspołecznej oraz quasi-religijnej promocji NATO, UE i zachodniej polityki interwencji wojskowej, ze szkodą dla suwerenności narodów.

Bilans „zwycięstwa”

Ile milionów Polaków musiało wyemigrować, jaki drenaż mózgów nastąpił od czasu zwycięstwa liderów Solidarności? I co się stało z milionami jej członków z roku 1980? Te kwestie pozostają do omówienia. Przy sporządzaniu bilansu ery Solidarności trzeba będzie je uwzględnić. W naszej książce staramy się prześledzić, co sprawiło, że Polska wbrew woli weszła w świat, na który nie była przygotowana, co pokazują, jeśli dobrze je przeanalizować, wybory z czerwca 1989 roku, podważające legendę Solidarności.

Rozbicie obozu Solidarności po 1989 roku, nawet jeśli opierało się na rywalizacji jednostek i celowo niejasnych zasadach politycznych, nie mogłoby nastąpić, gdyby sytuacja była dobra i zostałby zagwarantowany postęp społeczny. Ale prawdą jest też, że obóz związkowy z przeciwnej strony, czyli OPZZ, był w trudnej sytuacji, sabotowany od wewnątrz przez liberalną ekipę PZPR, która przejęła ster w końcu lat 80. Mimo, że były organizacjami kilkumilionowymi – Solidarność w roku 1980 i OPZZ w 1989 – oba związki po 1989 roku jednocześnie stopniały jak śnieg na słońcu. Dziś to jedynie skromny aparat, najczęściej uzupełniony siecią działaczy w kilku zakładach pracy.
To samo zjawisko można zresztą zaobserwować w większości krajów, gdzie wyrzeczenie się walki klasowej przez przywódców związkowych doprowadziło do utraty ich legitymacji i reprezentatywności, nawet jeśli WFTU, mającej komunistyczne korzenie, udało się odbudować część swojej siły, skoro obecnie liczy 100 mln członków w 135 krajach – wobec reformatorskiej ITUC, która przez pewien czas marzyła o byciu jedynym związkiem zawodowym na świecie. Siłą ITUC i ETUC, Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych, pozostaje ich zdolność do finansowania liderów związkowych na całym świecie, dzięki środkom, które otrzymują od lobbystów, fundacji, instytucji publicznych i prywatnych, na szczeblu krajowym, europejskim i światowym.
Bruno Drwęski

Powyższy tekst jest przedmową autora do wydania polskiego. O książce pisaliśmy w SN 11/20 – Zagrabiona historia Solidarności

Śródtytuły i wyróżnienia pochodzą od Redakcji SN.

sprawynauki.edu.pl, 26.11.2020 r.

 

Wyblakła legenda związku „Solidarność”

 

Piotr Wasilewski

 

Ubiegłoroczne rocznice czterdziestolecia powstania i rejestracji związku zawodowego „Solidarność”, fundamentu przemian ustrojowych w naszym kraju sprzed trzech dekad i zarazem istotnego czynnika upadku socjalizmu w krajach obozu sowieckiego, nie uzyskały takiego rozgłosu, na jakie zasługiwały. Stało się tak nie tylko z powodu szalejącej pandemii i pogłębianych od lat podziałów społecznych wywołanych przez polityków. Winni są również sami przywódcy związku i ich doradcy, którzy wraz z nastaniem ustroju wolnorynkowego w wyniku  kapitalistycznej transformacji zasilili elity władzy i zapomnieli – a raczej porzucili – 21 robotniczych postulatów leżących u podstaw jego powstania, w jakich nie było nic o wartościach neoliberalnych i kapitalizmie. Wielka energia społeczna „Solidarności” uszła w powietrze. Powstały nowe elity władzy, które przejmowały najgorsze tradycje PZPR-u, i ruszył proces alienowania się od społeczeństwa, które zaczęło tracić kontrolę nad władzą, stwierdzał  gorzko w 2005 roku Kazimierz Kutz, wybitny reżyser i senator RP, w jednym ze swoich śląskich felietonów.

A jaki dzisiaj jest związek „Solidarność”? Ideologicznie pusty i jałowy jak PZPR za czasów Rakowskiego i podobnie jak wiele innych związków współcześnie pełni funkcję pasa transmisyjnego interesów właścicieli środków produkcji, zamiast być świadomym rzecznikiem proletariatu  i prekariatu. To opinie prof. Bruno Drwęskiego, kanadyjsko-francuskiego historyka i politologa, autora wydanej w 2019 we Francji a rok później w Polsce książki Zagrabiona historia Solidarności. Został tylko mit. Wyjątkowa to pozycja ze względu na opis najnowszej historii Polski i udziału w niej największego ruchu społecznego, opis krytyczny wobec lansowanej wersji dziejów, w której fakty są zastępowane niejednokrotnie mitologią i legendami, podawanymi za oczywistość i jedyną prawdę.

Pragnęlibyśmy – pisze Drwęski – w rzeczy samej dokonać dekonstrukcji i demistyfikacji legendy ruchu, który na początku deklarował się jako samorządowy, a więc obiektywnie socjalistyczny, ale w rzeczywistości doprowadził do powstania neoliberalnego społeczeństwa kapitalistycznego, zatomizowanego, spolaryzowanego, odpolitycznionego i odwiązkowionego, w którym organizacje i partie mające masową bazę społeczną nie istnieją i w którym nawet pojęcie samorządności zostało wyparte ze zbiorowej pamięci i z języka tych spadkobierców Solidarności, którzy używają jej legendy do legitymizacji swojej władzy lub do walki o władzę. Proces demitologizacji prof. Drwęski przeprowadza szczegółowo, pokazuje przekształcenia jakim „Solidarność” ulegała do przełomu lat 80. i 90. Bardzo dużo miejsca poświęca pomocy jakiej udzielał jej Zachód, w wielorakiej postaci i z różnych źródeł, także m.in. z central wywiadowczych i innych agend rządowych. Finansowanie działalności podziemnego związku zawodowego oraz struktur ówczesnej opozycji – po latach trudne do weryfikacji – wzbudza do tej pory kontrowersje,  wzmocnione podziałami powstałymi po 1989 roku. Ogromne pieniądze i inne walory napływające w tamtym czasie zdaniem badacza miały określone wskazania politycznie i ideologiczne.

Opracowanie Drwęskiego świetnie uzupełnia wydaną kilkanaście lat wcześniej książkę amerykańskiego socjologa i politologa Davida Osta Klęska Solidarności. Gniew i polityka w postkomunistycznej Europie (2007), najbardziej znaną w świecie publikację o tym ruchu. Opisał w niej jak doszło do tego, że jego przywódcy zdradzili swych robotniczych sojuszników, przyjmując bezkrytycznie lansowane przez międzynarodowe instytucje finansowe neoliberalne rozwiązania, w tym program „terapii szokowej”, wskutek czego robotnicy najbardziej stracili na transformacji. Ost proroczo też przewidywał, już w 2005 roku, że gospodarka kapitalistyczna, taka jaka nastała w Polsce po 1989 roku, systemowo plasuje robotników na dole drabiny społecznej i produkuje nędzę, przez to partia, która ich pozyska, wygra wybory.

Warto sięgnąć po oba wspomniane tytuły oraz przy okazji po kilka innych poświęconych kosztom, jakie poniosło polskie społeczeństwo w procesie reform. Wydanie tych książek starano się zbyć milczeniem, gdyż nie pasowały do głównego nurtu publicystyki apologetów zmian; pozostają  jednak ważnym dokumentem. Do nich należą prace uznanych profesorów: Tadeusza Kowalika www.polskatransformacja.pl (2009), Jacka Tittenbruna Z deszczu pod rynnę. Meandry polskiej prywatyzacji (2007), Witolda Kieżuna Patologia transformacji (2012), a także przejmujące studium-reportaż Elizabeth Dunn Prywatyzując Polskę. O bobofrutach, wielkim biznesie i restrukturyzacji.

miesięcznik “Informator Biblioteki Kraków”,  luty nr 2/2021

 

10% RABATU
Bądź zawsze dobrze poinformowany o nowych produktach oraz specjalnych promocjach tylko dla odbiorców Newslettera.

Zapisz się na nasz newsletter i odbierz powitalny prezent: -10% rabatu na pierwsze zamówienie książkowe.
Kod zniżkowy ważny będzie przez 7 dni.
Otrzymasz go tylko wtedy, gdy zapiszesz się przez ten formularz!
    ZAPISZ SIĘ
    Wyrażam zgodę na wykorzystywanie przez Fundację Oratio Recta powyższych danych do wysyłki newsletterów zawierających informacje o nowych numerach czasopisma, książkach wydanych przez fundację oraz o innych prowadzonych przez nas działaniach.
    ×

    Podgląd e-maila :

    Jeśli nadal zastawiasz się co mi kupić na prezent, nie musisz już szukać!

    KUP TERAZ

    Ustawienia wiadomości