Sklep

nowa huta 800 568x568 - Nowa Huta - wyjście z raju,

Nowa Huta – wyjście z raju

Historia 70 lat Nowej Huty, od 1949 roku do dnia dzisiejszego, o tych, którzy budowali socjalistyczne miasto, i tych, którzy socjalizm obalali, bez podziału na złą i dobrą władzę, o mieszkańcach i hutnikach, ich marzeniach o idealnym mieście i szczęśliwym życiu.

Więcej o książce:
Nowa Huta – wyjście z raju

49,00 

Na stanie

SKU: NOWA HUTA Kategorie: ,
  • Share post

Opis

Ta książka to reporterska opowieść o siedemdziesięciu latach Nowej Huty – od 15 czerwca 1949 roku i wbicia łopaty w miejscu budowy pierwszego bloku mieszkalnego aż po wygaszenie 23 listopada 2019 roku ostatniego wielkiego pieca w kombinacie metalurgicznym. Leszek Konarski historii Nowej Huty nie dzieli na czas lepszy i gorszy. Pisze o mieszkańcach Nowej Huty i pracownikach kombinatu metalurgicznego; zarówno o tych, którzy we wczesnych powojennych latach uwierzyli w możliwość zbudowania idealnego miasta i miejsca pracy, i temu celowi poświęcili całe swoje życie, jak i o tych zwalczających później wypaczenia socjalizmu, którzy tych pierwszych potępili i skazali na zapomnienie. Jedni i drudzy mieli swoje ideologie, ale takie same pragnienia – wszyscy chcieli mieć własne mieszkania, dobrą pracę, rodzinę i cieszyć się życiem w najpiękniejszym z miast, które sami dla siebie zbudowali. Marzenie o szczęściu było ważniejsze niż polityka. Co z tego raju zostało?

Od prawie pół wieku Leszek Konarski śledzi losy mieszkańców Nowej Huty i pracowników kombinatu metalurgicznego, pisząc o nich w „Dzienniku Polskim”, „Polityce”, „Życiu Literackim”, „Przeglądzie Tygodniowym”, teraz w „Przeglądzie”. Nieodmiennie fascynowały go i fascynują nadal życiorysy tych, którzy owładnięci byli ideą zbudowania idealnego miasta, zapewniającego wszystkim szczęśliwe życie. Jako reporter kontaktował się z dyrektorami, sekretarzami partii, funkcjonariuszami związkowymi, ale spotykał się i rozmawiał przede wszystkim ze zwykłymi ludźmi – zarówno w ich mieszkaniach, jak i na stanowiskach pracy w hucie, w dzień, a nierzadko podczas nocnych zmian i wydarzeń. Do dziś zwierzają mu się ze swoich problemów, a rzecz, która ich najbardziej boli, jak zauważa w swej książce, „to wychwalanie tych, którzy obalili tu komunizm, a brak szacunku dla tych, którzy Nową Hutę zbudowali”.

LESZEK KONARSKI (ur. 1941) – dziennikarz tygodnika „Przegląd”, wcześniej reporter „Dziennika Polskiego” i „Przeglądu Tygodniowego”, autor sztuk teatralnych, scenariuszy filmowych. Na podstawie jego reportaży został zrealizowany serial telewizyjny Tulipan i film fabularny Czarodziej z Harlemu. W latach 2009 i 2018 nominowany do nagrody Grand Press za najlepszy news w polskiej prasie.

W lutym 2020 roku Nowa Huta zajęła pierwsze miejsce w rankingu na najlepszą europejską dzielnicę mieszkaniową, przeprowadzonym wśród czytelników brytyjskiego dziennika „The Guardian”. Spośród społecznych i architektonicznych atutów tej dzielnicy Krakowa największe uznanie czytelników pisma wzbudziły: atrakcyjność i wygoda zagospodarowania miejskiej przestrzeni, wszechobecna zieleń, różnorodne możliwości spędzania wolnego czasu, ale również oryginalność wysokiej klasy zabytków socrealizmu.
„The Guardian” w komentarzu do tego werdyktu wspomina też o walorach historycznego centrum Krakowa, ale zaprasza przede wszystkim do Nowej Huty, dawnego „robotniczego raju”, którego założenie urbanistyczne, a zwłaszcza szerokie, zacienione aleje zapewniają rzadko już spotykany w wielkich metropoliach komfort swobodnego poczucia rozległości miejskiej przestrzeni.

Dodatkowe informacje

Waga 0.664 kg
ISBN 978-83-64407-69-7
Oprawa miękka ze skrzydełkami
Liczba stron
352
Format 165×235 mm
Waga
664 g.
Data wydania Warszawa 2020
Autor Leszek Konarski
Wydawca Fundacja ORATIO RECTA

SPIS TREŚCI

  • Wyjście z raju
  • Szczęście dla wszystkich
  • Pierwsze lata budowy Nowej Huty (ilustracje)
  • W kufajkach i gumiakach
  • Przedwojenni fachowcy
  • Ostatni projektant
  • Troska o klienta
  • Specjaliści od cementu
  • Zatkane WC
  • Na ołtarzu i w łóżku
  • Huta na ściernisku (ilustracje)
  • Usługi dla szefów
  • Genialni racjonalizatorzy
  • Kapuś ze zgniatacza
  • Zajob z martenów
  • Idiota z konwertorów
  • Skutki dokręcania śrubki
  • Tajny umysłowy
  • Podatek dla mistrza
  • Niewidzialni hutnicy
  • Ustalanie wyników
  • Nowy budowniczy
  • Miłość na suwnicy
  • Gwałt w świetlicy
  • Seks w koksowni
  • Czytają, nie pracują
  • Umarła klasa
  • Wizytówka socjalizmu (ilustracje)
  • Najazd Japończyków
  • Jałowe rozmowy
  • Wszyscy oszukują
  • „Kuzyn” tworzy „Solidarność”
  • Nocne zwierzenia
  • Rząd w sklepie
  • Kiedy będzie lepiej?
  • W stanie wojennym
  • Jeden szczęśliwy
  • Dzień powszedni i świąteczny Nowej Huty (ilustracje)
  • Coraz więcej niezadowolonych
  • Emeryci finiszują
  • Związkowy biznes
  • Przybysz z Nowego Jorku
  • „Wałęsa” z kryminału
  • Żegnaj Włodziu!
  • Stare nawyki
  • Z Ukrainy przez Lozannę
  • Sami pośrednicy
  • Ulice są nasze
  • Dosyć kościołów
  • Literaci jak szczury
  • Włodziu wróć!
  • Bez wypłaty
  • Przeciw „Solidarności”
  • Mleczny jak stal
  • Plac dla Reagana
  • Kaczyński nie przeszedł
  • Nowohuckie plakaty (ilustracje)
  • Idzie nowe
  • Gaszenie pieca
  • Bez żywicielki
  • Park ZUS-owców
  • Park Kulturowy
  • Skwer dla budowniczych
  • Najważniejsze daty z historii Nowej Huty
  • Indeks

Gazety i rozgłośnie radiowe poinformowały, że 24 lutego 1949 roku, w czasie obrad sekretariatu Komitetu Centralnego PZPR zapadła decyzja o budowie we wsi Mogiła pod Krakowem kombinatu metalurgicznego i miasta, o nieustalonej jeszcze nazwie, w którym zamieszkają przyszli pracownicy. To będzie pierwsze w Polsce prawdziwie socjalistyczne miasto, bez podziału na bogate centrum i dzielnice proletariackie, z komfortowymi domami otoczonymi zielenią, wieloma sklepami, żłobkami, przedszkolami, szkołami, domami kultury, kinami, stadionami sportowymi, parkami. W tym mieście wszyscy będą sobie równi, nie będzie podziału na biednych i bogatych.

⁕ ⁕ ⁕ ⁕ ⁕

Przygotowania założeń urbanistycznych i projektu tej największej w dziejach Polski inwestycji miejskiej, przewidzianej początkowo na 60 tysięcy mieszkańców, a dzisiaj trzystutysięcznej dzielnicy Krakowa, podjęła się grupa architektów z inż. Tadeuszem Ptaszyckim na czele. Do swojego zespołu Ptaszycki przyjmował architektów po studiach na najlepszych europejskich uczelniach, kolegów przybyłych z Londynu, choć mieli w papierach, że nie popierają władzy ludowej. Dla niego liczyły się umiejętności, a nie poglądy i przynależność partyjna.

Inżynier Ptaszycki, który sprawdził się już przy odbudowie Wrocławia, cieszył się wielkim autorytetem i dzięki temu władze PRL dały mu dużą swobodę przy projektowaniu Nowej Huty. Mógł więc wymyślać ozdobne arkady z greckimi kolumnami, centrum administracyjne Huty przypominające wenecki Pałac Dożów, ozdobne attyki inspirowane polskim barokiem i renesansem, dekoracyjne latarnie. Warunek był jeden – to ma być pierwsze w Polsce socjalistyczne miasto, o zupełnie innych stosunkach społecznych łączących ludzi, musi służyć mieszkańcom i być zgodne z dyrektywami zatwierdzonymi przez sekretariat KC PZPR. W partyjnych dokumentach czasami pisano: „Nowa Huta – socjalistyczne miasto wiecznej szczęśliwości”. Władze chciały zapewnić mieszkańcom życie w znakomitych warunkach i dobrze płatną pracę w hutnictwie. Takie też były zapewnienia w ogłoszeniach i na plakatach rekrutujących przyszłych budowniczych Nowej Huty. W tym tworzonym od podstaw mieście mieli mieszkać sami szczęśliwi ludzie, nowi obywatele socjalistycznego państwa.

⁕ ⁕ ⁕ ⁕ ⁕

O tym, że Szczepan Brzeziński, elektryk utrzymania ruchu z Wydziału Zgniatacza pisze pamiętniki, wiedziałem od dawna. To właśnie jego bezkompromisowe korespondencje do „Głosu Nowej Huty” i te pamiętniki spowodowały, że połączyła nas wielka przyjaźń. Często telefonowaliśmy do siebie, odwiedzałem go na osiedlu Willowym, gdzie mieszkał w dziesięciopiętrowym bloku nr 36 wraz z żoną Barbarą i trzema synami, Tadeuszem, Mirosławem i Waldemarem. Odwiedzał mnie w moim mieszkaniu w Krakowie i opowiadał o tym, co zaobserwował w Hucie.

Ten zwykły robotnik, niepozorny, niewielkiego wzrostu, miał niezwykły zmysł uważnego patrzenia na to, co się wokół niego dzieje, i potrafił to wszystko znakomicie opisać.

Obowiązującym strojem na każdą okazję była kufajka i gumiaki. Tylko kobiety, operatorzy koparek i kierowcy otrzymywali buty filcowe. Kto wstydził się jechać w gumiakach do Krakowa, w pociągu zmieniał cholewy na półbuty, a w drodze powrotnej znowu zakładał gumiaki.

Gdy jechał do Krakowa, też nie było lepiej: „Chodzenie po ulicach Krakowa nie należało do przyjemności. Omijano nas, bo każdego poznawano z odległości. Nieraz pod naszym adresem były posyłane różne docinki. Utarło się nawet powiedzonko – kufajka i gumowe buty to ubiór budowniczego Nowej Huty. Każdy z nas tak chodził ubrany, bo wymagał tego teren. A i każdą pannę z Nowej Huty można było poznać po nogach, bo miała obręcze wytarte na łydkach od gumiaków”.

W kufajce chodziło się nie tylko do pracy, ale na zakupy, na występy. Do Teatru „Nurt” gumiaki trzeba było koniecznie wypastować czarną pastą. Dopiero, gdy zrobiono dojścia do budynków i powstały pierwsze ulice, można było pochodzić w trochę porządniejszych butach. – Najgorzej było z waciakami w lecie – tłumaczył Brzeziński – gdyż nie wiedzieliśmy, gdzie je trzymać. Przenosiliśmy je z pakamery do pakamery. W jesieni trzeba było coś pokombinować, aby otrzymać nowe. Włos obowiązywał nieco dłuższy i koniecznie nasmarowany brylantyną, aby się dobrze błyszczał. Na włosy zakładaliśmy też aluminiowe zygzakowate spirale albo siatki z cienkich nitek.

Latem 1952 i 1953 roku strojem wyjściowym był duży czarny kapelusz sombrero i do tego koszulka w poprzeczne paski. Dopiero na nią nakładało się normalną koszulę. Obowiązywały wąskie spodnie, buty na wysokich obcasach i kolorowe skarpetki, dziewczyny chodziły w bluzkach w poprzeczne paski i wąskich spódniczkach. Najwięksi nowohuccy eleganci ubierali się w prywatnych krakowskich sklepach i zawsze przywozili stamtąd coś nowego. Dopiero w latach 1954 i 1955 zostały otwarte w Nowej Hucie pierwsze duże sklepy odzieżowe i waciaki zaczęły pomału znikać z ulic.

Mijały lata, ze Szczepanem Brzezińskim spotykałem się dość często. Gdzieś w 1988 roku, dokładnej daty nie pamiętam, ale był to czas, gdy ludzie byli coraz bardziej niezadowoleni z podwyżek cen w sklepach oraz niskich płac, zatelefonował do mnie Szczepan i zapytał, czy może mnie odwiedzić, bo ma bardzo ważną sprawę. Nie może o tym mówić przez telefon.

Przyjechał z dwoma wielkimi, ciężkimi torbami. Powiedział, że zgłosił się do niego funkcjonariusz SB i prosił o udostępnienie pamiętników. Najwidoczniej w przededniu niepokojów społecznych SB chciała je przeczytać i mieć haki na niektórych buntowników. Brzeziński odmówił tłumacząc, że to są jego prywatne notatki i nie ma obowiązku ich udostępniać.

Szczepan powiedział mi, że oficer SB nie miał nakazu rewizji, więc musiał pogodzić się z odmową. Niemniej jednak spodziewa się w swoim mieszkaniu rewizji i przyjechał zapytać, czy może u mnie ukryć te pamiętniki. Powiedziałem mu, że mam taką skrytkę, gdzie mogę mu pamiętniki schować i może być o ich los spokojny.

Rok później, już po czerwcowych wyborach w 1989 roku, zatelefonowałem do Szczepana i zapytałem, kiedy te torby z pamiętnikami odbierze. Odpowiedział, że nie spieszy się, „niech u ciebie leżą, są tam bezpieczne”. Po przejściu na emeryturę, 3 kwietnia 1991 roku Szczepan niespodziewanie zmarł i został pochowany na cmentarzu Grębałowskim w Nowej Hucie. Miał 66 lat.

⁕ ⁕ ⁕ ⁕ ⁕

Od września 1952 roku dyrektorem inwestycji w Kombinacie Metalurgicznym Nowa Huta, potem nazwanym imieniem Włodzimierza Lenina, był inż. Zbigniew Loreth. Przed wojną ukończył studia na Politechnice Lwowskiej, bywał częstym gościem elitarnego Kasyna Kupieckiego w Stanisławowie. Często występował w eleganckim fraku, który przywiózł do Nowej Huty. Jak twierdził, takie przedwojenne fraki mieli wszyscy trzej pierwsi dyrektorzy naczelni nowohuckiego kombinatu.

– W 1952 roku nikt nie pytał o legitymację, szukano fachowców – tłumaczył mi. – Dopiero potem dyrektorzy zapisywali się do partii dla świętego spokoju, jak zresztą wielu bardzo porządnych i uczciwych Polaków, którzy chcieli w kraju mieć możliwość działania. Nikt z nich nie angażował się w żadne sprawy ideologiczne, partyjne rozgrywki, zawsze ważna była dla nich praca. Do 22 lipca 1954 roku, czyli do uruchomienia pierwszego wielkiego pieca, działalność partii była ograniczona. Tak naprawdę w tym okresie nie bardzo było wiadomo, kto jest partyjny. Ja nigdy nie zapisałem się do partii i nikt przez tyle lat nie próbował mnie zwerbować do PZPR, a przecież po wojnie na Śląsku prowadziłem największe inwestycje w hutnictwie surowcowym, w Hutach „Kościuszko”, „Pokój”, „Bobrek”, potem 15 lat budowałem Nową Hutę.

⁕ ⁕ ⁕ ⁕ ⁕

W stalowni konwertorowej poznałem też inżyniera Janusza Złockiego, który wyżalił mi się, że nie pozwolono mu pozostać na stanowisku pracownika fizycznego, choć bardzo tego chciał. Przez dwa lata i trzy miesiące udawało mu się utrzymać w tajemnicy, że jest absolwentem Akademii Górniczo-Hutniczej. Bardzo żałuje, że skończył wyższe studia i ma tytuł inżyniera. Niestety, nie udało się zachować w tajemnicy faktu ukończenia wyższych studiów. Kierownik wydziału wezwał go do siebie i powiedział ostro: „Albo obejmie Pan stanowisko umysłowe, albo będziemy musieli się rozstać!”.

⁕ ⁕ ⁕ ⁕ ⁕

Pierwszy artykuł o seksie w Hucie im. Lenina miałem napisać latem 1972 roku. Długo myślałem, czy powinienem o tym pisać, i wreszcie postanowiłem zrezygnować z tego tematu. A może to była wielka miłość, a ja swoim tekstem zaszkodzę tym ludziom? Nie napisałem i potem tego żałowałem, bo gdybym opisał w gazecie wszystko to, co działo się w upalną lipcową noc na stalowni konwertorowo-tlenowej, to może potem uratowałbym życie kobiecie.

⁕ ⁕ ⁕ ⁕ ⁕

Wielkim światem powiało w Nowej Hucie, gdy w 1975 roku zjechało tu ponad trzydziestu Japończyków, aby nadzorować budowaną w Hucie im. Lenina, a zakupioną w Japonii, potężną Walcownię Blach Karoseryjnych. Pracownicy Huty nie mogli wyjść z podziwu, jak spokojnie grupka skośnookich młodych ludzi zarządza budową, bez okazywania zdenerwowania pokonuje trudności, na nic nie narzeka. Nie ma narad, dyskusji, każdy wie, co ma robić. Dla wielu nowohuckich hutników to był szok.

⁕ ⁕ ⁕ ⁕ ⁕

Największym postrachem stali się jednak w Nowej Hucie „inkasenci”. Ludzie zaczęli bać się wychodzić na ulice, bo nigdy nie wiedzieli, czy przypadkiem nie będą musieli zapłacić za prawo przejścia przez ulicę. Inkasentami stawali się coraz młodsi, prawie dzieci.

Postrachem na osiedlu Stalowym był trzynastoletni Tomasz G. Ten szczupły chłopak, wyglądający na jeszcze młodszego, miał groźny pseudonim „Bandzior” i wyróż­niał się wśród innych osiedlowych „in­kasentów” szczególną brutalnością. Gdy ktoś nie chciał zapłacić za prawo swobodnego przejścia przez ulicę, to z kieszeni wyciągał kawałek łańcucha, kuchenny nóż lub „tulipana”, czyli rozbitej na pół butelki. Opłaty za pozostawie­nie w spokoju pobierał również na terenie szkoły, w miejscach ustron­nych, najczęściej w toalecie. Gdy trze­ba było ściągnąć opłatę od starszego od siebie, to do pomocy angażował dwóch lub trzech kolegów.

10% RABATU
Bądź zawsze dobrze poinformowany o nowych produktach oraz specjalnych promocjach tylko dla odbiorców Newslettera.

Zapisz się na nasz newsletter i odbierz powitalny prezent: -10% rabatu na pierwsze zamówienie książkowe.
Kod zniżkowy ważny będzie przez 7 dni.
Otrzymasz go tylko wtedy, gdy zapiszesz się przez ten formularz!
    ZAPISZ SIĘ
    Wyrażam zgodę na wykorzystywanie przez Fundację Oratio Recta powyższych danych do wysyłki newsletterów zawierających informacje o nowych numerach czasopisma, książkach wydanych przez fundację oraz o innych prowadzonych przez nas działaniach.