Sklep

wns latka2 568x568 - Bezkarni zabójcy Basi Binder,

Bezkarni zabójcy Basi Binder

Najpierw zamordowali matkę z córką, bo podobno miała 25 tys. dolarów przysłanych z Londynu. Gdy siostra zamordowanej zaczęła dochodzić prawdy, zabili również ją. I jej córkę Basię. Mordowali z zimną krwią, choć wiedzieli, że ojciec Basi, przedwojenny oficer WP, został rozstrzelany w Katyniu. Kobiety zakopali w pobliskim lesie, a ich dobytkiem podzielili się. Wieś znała zabójców, ale ci przez lata byli bezkarni. Dziś uchodzą za bohaterów AK, „żołnierzy wyklętych”, bojowników o wolność, choć w czasie wojny byli w oddziale, który nie zabił ani jednego Niemca!

45,00 

Na stanie

SKU: BINDER Kategorie: ,
  • Share post

Opis

Wieś znała „wyklętych”, ale…
Najpierw zamordowali matkę z córką, bo podobno miała 25 tys. dolarów przysłanych z Londynu. Gdy siostra zamordowanej zaczęła dochodzić prawdy, zabili również ją. I jej córkę Basię. Mordowali z zimną krwią, choć wiedzieli, że ojciec Basi, przedwojenny oficer WP, został rozstrzelany w Katyniu. Kobiety zakopali w pobliskim lesie, a ich dobytkiem podzielili się. Wieś znała zabójców, ale ci przez lata byli bezkarni. Dziś uchodzą za bohaterów AK, „żołnierzy wyklętych”, bojowników o wolność, choć w czasie wojny byli w oddziale, który nie zabił ani jednego Niemca!
Jerzy S. Łątka sam nazywa się detektywem historii, choć historii nie ukończył, a nawet nie studiował. Ukończył natomiast na Uniwersytecie Jagiellońskim etnografię i filologię orientalną (turkologia). Jest doktorem nauk humanistycznych tej uczelni. Jako turkolog zajmował się historią imperium osmańskiego. W dorobku ma liczne biografie osmańskich władców, ale także Aleksandra I, Edwarda Dzwonkowskiego i Feliksa Dzierżyńskiego Krwawy apostoł.
Jako etnograf w książce Bohater na nasze czasy? opisał Józefa Kurasia „Ognia”. Po Zemście zza grobu Stanisława Pytla prowadzi kolejne reporterskie śledztwo i ujawnia skrywane tajemnice Małopolski.

Dodatkowe informacje

Waga 0.394 kg
ISBN 978-83-64407-26-0
Oprawa miękka
Liczba stron
320
Format 145×204 mm
Waga
394 g.
Data wydania Warszawa 2018
Autor Jerzy S. Łątka
Wydawca Fundacja ORATIO RECTA

SPIS TREŚCI

Ważniejsi uczestnicy opisywanych wydarzeń………………….8

Zamiast wstępu
Czas przed „Burzą”……………………………………………………….13
Straty, jakie wieś ponosi, mnie nie obowiązują……………..31
Przodkowie Barbary …………………………………………………….37

Akcja podziemna
Strzelać tych kobiet nie chciał nikt z nas ………………………59
Sąd nad sierżantem „Gruszką” ……………………………………..76
Śledztwo w sprawie „Podchorążaka”…………………………. 104
W imieniu Państwa Podziemnego…………………………….. 121
25 tysięcy dolarów…………………………………………………….. 130
Finał wieńczy okupację …………………………………………….. 148

Powojenna rzeczywistość
Ziemię i niebo poruszę……………………………………………… 154
Cena rabunku kawałka materii, koszuli damskiej,
soku dwie flaszki, kilka szpul nici i [kilka?] cukierków.. 165
Poakowski Lichwin…………………………………………………… 182
Ubeckie rozgrywki operacyjne………………………………….. 196
W mackach Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego……… 224
Historyczna terapia
Sąd nad plutonowym „Bratkiem”………………………………. 240
Najpiękniejsza twarz krakowskiej bezpieki………………… 258
Mogiła ofiar terroru………………………………………………….. 275
Nie zawiera znamion zbrodni komunistycznej………….. 280
Sprawa Barbary Binder współcześnie………………………… 285
Na zakończenie…………………………………………………………. 289
Postscriptum…………………………………………………………….. 297
Suplement…………………………………………………………………. 299
Indeks osobowy………………………………………………………… 309

W nocy 29 lipca 1944 r. liczna grupa uzbrojonych mężczyzn otoczyła dom w Zalesiu (gmina Gromnik, powiat Tarnów), w którym przebywała Felicja Binder z 16-letnią córką Barbarą. Wywlekli je z łóżek, spakowali cały ich dobytek do worków oraz w prześcieradła i poprowadzili kobiety do lasu zwanego Szmercówką w Lichwinie, by je rozstrzelać. W lokalnym wiejskim społeczeństwie żyjącym we w miarę sielskiej rzeczywistości zbrodnia ta wywołała zbiorowy szok.
„Jak ta horda zwyrodnialców prowadzili tą kobietę i jej 16-letnią córkę do Lichwina, do lasu, żeby ją tu zamordować, to po całej wsi Lichwinie chodziły odgłosy, że te kobiety zostały po drodze na śmierć gwałcone”, odnotował sołtys Lichwina w zapiskach o okupacyjnej rzeczywistości.
To zapis jego stanu świadomości na podstawie informacji uzyskiwanych od mieszkańców.
Szokujące są także informacje o liczbie uzbrojonych mężczyzn biorących udział w akcji zlikwidowania jednej nieuzbrojonej kobiety i jej córki. „Po te kobiety było nas około 10 ludzi, a może więcej, dokładnie nie pamiętam”, zeznał uczestnik akcji Franciszek Kurczab z Chojnika.
Kurczab wymienił pseudonimy akowskie czterech z nich. „Reszta ludzi była z Brzozowej, których nazwisk nie znam”. Z innych źródeł wiadomo, że poza nimi w akcji brali udział także partyzanci Golanki, Chojnika i Rychwałdu.
Według Józefa Krasa, konspiracyjnego okupacyjnego sołtysa gminy Gromnik, a więc przedstawiciela struktur cywilnych Państwa Podziemnego, wszystkich było 12.
Cytowany już sołtys Lichwina twierdzi, że ta „horda zwyrodnialców” liczyła „16 lub więcej, jak to było mówione”.
Było mówione, ale nie zostało udowodnione. I niech tak na razie pozostanie. Może ktoś dotrze do bardziej wiarygodnych dokumentów. Sołtys Dziuban był najbliżej miejsca zbrodni. Ale to nie znaczy, że był najlepiej poinformowany.
Ponadto dla mieszkańców Lichwina i okolicznych wsi nie było ważne, czy, według terminologii Dziubana, zwyrodnialców było tylko 10, czy aż 16.
Dla etnologa wkraczającego na poletko historyka hitlerowskiej okupacji ważny jest inny fakt. W czasie kiedy rozpoczynałem historyczne śledztwo w sprawie zabójstwa Binderek, lokalna społeczność nie miała ŻADNYCH wątpliwości, kim był sprawca ich śmierci. Był nim akowiec, komendant AK w Lichwinie, sierżant „Gruszka”.
Aby nie było wątpliwości, nie ma żadnego dowodu, aby on pozbawił życia kogokolwiek w czasie wojny. Dlaczego został przez miejscowych uznany za zabójcę obu kobiet? Z prostej przyczyny. Pochodził z Lichwina i każdy go znał. Był formalnie komendantem tutejszej placówki AK. Nazywał się Stefan Chrzanowski, ale dla miejscowych nadal był Kasprzokiem, bo tak go od dziecka nazywano. I tak nazywali go moi informatorzy.
O tym, że Kasprzok zastrzelił Barbarę Binder, przekonani byli także mieszkańcy sąsiednich wsi. Edward Wojtanowicz, mój daleki kuzyn z Siemiechowa, opowiadał mi o grobie Kasprzoka na lichwińskim cmentarzu podczas naszej pierwszej rozmowy na temat Binderek.
– Rodzina postawiła Kasprzokowi nagrobek z napisem, że był bohaterem. Jakim był bohaterem! Był bandytą, a nie bohaterem. Ludzie o tym wiedzieli i – za przeproszeniem –srali1 na jego grób.
Mój daleki kuzyn o grobie tym opowiadał mi trzykrotnie. Za każdym razem tymi samymi słowami. Tylko z jedną poprawką. Nie wtrącał później zwrotu: „za przeproszeniem”.
Publikuję tę wypowiedź w pełnej wersji, gdyż w sprawie morderstwa Basi Binder ważne są nie tylko fakty, ale i emocje z nimi związane. To one wyznaczają stan lokalnej świadomości grupowej. Prawda zbiorowa przekazywana z ust do ust często jest bujniejsza, często także nie pokrywa się z prawdą opartą na sprawdzonych źródłach.
Czasami się z nią rozmija. (…)
Mimo szacunku dla kuzyna Edwarda teza, że Kasprzok był sprawcą śmierci Barbary, wydawała mi się fałszywa. Nie miał on motywu, by popełnić taką zbrodnię. Poza tym był pionkiem w strukturach Armii Krajowej. Mimo że był komendantem AK w Lichwinie, nie miał możliwości zorganizowania oddziału do takiej akcji. (…)
Wynik [archiwalnych] badań wykazał, że sierżant AK Stefan Chrzanowski nie był sprawcą śmierci tych kobiet ani zamordowania dwa tygodnie przed Binderkami w tym samym lesie Anny i Janiny Mycińskich, również jemu przypisywanego.
Dziś wiadomo, że to była siostra Binderowej oraz jej córka. Wszystkie uważano za „żydówki”(!).
W czasie przeprowadzania wywiadu terenowego od śmierci Basi Binder upłynęło trochę ponad 60 lat. Mimo to wśród wszystkich moich rozmówców sprawa nadal wywoływała emocje. Zarówno wśród tych nielicznych, którzy znali Basię osobiście, jak i tych, którzy pamięć o niej zachowali na podstawie wspomnień bliskich.
– Basia. Widzę ją przed oczami. Wydali wyrok na niewinne babki. Nie były Żydówkami – wyrzuca z siebie mieszkająca na Zalesiu Dominika Kwiek. (…)
Lichwiński cmentarz jest mały, postanowiliśmy więc odszukać grób pochowanego tu także DOMNIEMANEGO zabójcy Barbary. Wiedziałem, że jego rodzina postawiła mu solidny nagrobek z napisem, że był bohaterem.
Grobu Stefana Chrzanowskiego także nie znaleźliśmy. Zaczęliśmy więc błąkać się po cmentarzu z nadzieją, że może natrafimy na którąś z tych mogił. Do Romana podeszła Dorota, mieszkanka Lichwinia. Na dźwięk nazwiska Binder bez wahania zaprowadziła nas do okazałego nagrobka postawionego – jak się później okazało – w 2003 r. Przechodziliśmy obok niego, ale szukaliśmy nazwiska Binder. Żaden z nas nie przeczytał do końca
tekstu wyrytego na nagrobku:
MYCIŃSKA HELENA lat 40,
MYCIŃSKA JOANNA lat 22,
BINDER ALICJA,
BINDER BARBARA lat 16,
ZAMORDOWANE W SIERPNIU 1944 r.
Okazało się, że zamordowane zostały nie dwie, ale cztery kobiety. Po przeczytaniu epitafium zapytałem panią Dorotę, czy wie, kto był sprawcą mordu. Wiedziała:
– Jego grób jest tuż obok.

10% RABATU
Bądź zawsze dobrze poinformowany o nowych produktach oraz specjalnych promocjach tylko dla odbiorców Newslettera.

Zapisz się na nasz newsletter i odbierz powitalny prezent: -10% rabatu na pierwsze zamówienie książkowe.
Kod zniżkowy ważny będzie przez 7 dni.
Otrzymasz go tylko wtedy, gdy zapiszesz się przez ten formularz!
    ZAPISZ SIĘ
    Wyrażam zgodę na przechowywanie moich danych osobowych i wykorzystywanie ich do otrzymywania newslettera.