Sklep

  • UDOSTĘPNIJ:

PRL i skok do neoliberalizmu II

ANTYKOMUNIZM ZAMIAST WOLNOŚCI | PORACHUNKI INTELIGENCKIE

Tytuł trzytomowej edycji pism Andrzeja Walickiego, PRL i skok do neoliberalizmu, nawiązuje wyraźnie do jego głównego dzieła – Marksizm i skok do królestwa wolności – jednej z najważniejszych na świecie książek dotyczących idei Karola Marksa i ich praktycznych konsekwencji. W ostatnich latach życia Walickiego szczególnie frapował los idei liberalnych, ich społeczna kompromitacja i polityczna impotencja. Uznanie neoliberalizmu za największe współczesne zagrożenie dla wartości liberalnych było podstawą wielokrotnie przeprowadzanej przez Walickiego krytyki dzisiejszej Polski oraz ważnym składnikiem krytyki inteligencji.

Z recenzji prof. Pawła Kozłowskiego

76,00 

Na stanie

Kup dla mnie

Najniższa cena (2022-12-09): 76,00 

Opis

Siłą tekstów w tym tomie zgromadzonych jest ich ideowa jednorodność. Dotyczą one liberalizmu i neoliberalizmu, tradycji wolnościowej i postawy klerkowskiej, dziedzictwa polskiej demokracji, lewicy i prawicy, marksizmu, socjaldemokracji i komunizmu, a w swym przesłaniu szerszym: Polski zmarnowanych szans, lub ostrożniej: Polski szanse te marnującej. (…) Szereg analiz i sformułowań brzmi niezmiennie świeżo, absolutnie oryginalnie i odkrywczo, chwilami wręcz proroczo. Walicki „zza grobu” może mieć (gorzką) satysfakcję, że jego „wołanie na puszczy” okazało się tak dalekowzroczne.

Z recenzji prof. Andrzeja Romanowskiego

 

Andrzej Walicki (1930–2020), historyk idei, profesor Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, Australijskiego Uniwersytetu Narodowego w Canberze oraz Uniwersytetu Notre Dame w USA, członek Polskiej Akademii Nauk. Autor licznych prac z zakresu myśli rosyjskiej, polskiej filozofii narodowej, historii marksizmu i liberalizmu. Laureat Nagrody im. Eugenia Balzana (Włochy) – najważniejszej europejskiej nagrody w dziedzinie humanistyki, za wkład w badanie dziejów myśli rosyjskiej i polskiej. Jego książki i artykuły zostały przetłumaczone na wiele języków. Fundacja Oratio Recta w 2019 r. opublikowała jego książkę O Rosji inaczej.

Informacje dodatkowe

Waga 0.760 kg
ISBN
978-83-64407-85-7
Oprawa twarda
Liczba stron
420
Format 172×246 mm
Waga
760 g.
Data wydania Warszawa 2021
Autor Andrzej Walicki
Wydawcy Fundacja ORATIO RECTA, Instytut Historii Nauki im. Ludwika i Aleksandra Birkenmajerów PAN

Spis rzeczy

PRL, antykomunizm i nowa Polska – odrębne spojrzenie Andrzeja Walickiego (Jarosław Dobrzański) 9

  I. Antykomunizm zamiast wolności i ciąg dalszy sporu o PRL

Sprawiedliwość na pasku polityki 23

Odpowiadam 75

Dzieje antykomunistycznej obsesji 96

Nieporozumienia wokół antykomunizmu 108

Polska droga od komunizmu do… Z „Dziennika” 125

Marksizm jako układ odniesienia, przedmiot krytyki i źródło inspiracji (z powodu artykułu Janusza Dobieszewskiego) 144

Czy można mówić o „komunizmie politycznym”? 168

Wypowiedzi w dyskusji nad książką Andrzeja Walickiego Od projektu komunistycznego do neoliberalnej utopii: Andrzej Romanowski, Bronisław Łagowski i Andrzej Walicki 183

Bez sprawiedliwości nie ma wolności. Z prof. Andrzejem Walickim rozmawiał Krzysztof Pilawski 195

Nieświęte prawo własności 204

 II. Porachunki inteligenckie

Dwie funkcje inteligencji. Zaangażowanie i klerkizm. Z prof. Andrzejem Walickim rozmawiali Aleksander Pawlicki i Sławomir Sierakowski 213

Polskie koncepcje inteligencji i jej powołania 250

Czym nie powinna być inteligencja liberalna 277

Czy inteligencja stanęła na wysokości zadania? Z prof. Andrzejem Walickim rozmawiali Paweł Dybicz i Robert Walenciak 287

Mój stosunek do pewnych idei jest bardzo krytyczny. Z prof. Andrzejem Walickim rozmawiał Piotr Kulas 297

 III. Naród i jego elity

Elity intelektualne i zmienne losy „wymyślonego narodu” w Polsce 323

 IV. Od PRL do neoliberalizmu

Z „Dziennika” 353

Nota edytorska 408

Indeks 411

 

Z rozdziału „Z Dziennika”

 

8 IV 1998

„Antykomunizm” prawicy a pycha narodowa

Jeśli wysuwa się żądanie uznania ustroju PRL i PZPR za organizacje przestępcze, to co to znaczy?

Znaczy to: wiemy, że, porównawczo rzecz biorąc, Polska była „najwygodniejszym barakiem w bloku”, ale nas przecież nie można porównywać do takiego bydła jak Rosjanie czy Ukraińcy, którzy – jako nieporównywalni z nami – nie muszą tak ostro potępiać swej niedawnej przeszłości (chociaż powodów mają stokroć więcej!). My to „coś lepszego”, musimy to pokazać (upokarzając słabszych, a przy okazji większość własnego społeczeństwa). Jest to pyszałkowaty nacjonalizm, bo, z punktu widzenia kryteriów ogólnoludzkich i ogólnoludzkiej hierarchii spraw, sprawę rozrachunków z PRL należałoby naprawdę potraktować inaczej.

Albo: mówi się, że Rosjanie ujarzmili się sami, a nam narzucili komunizm, a więc… etc. Ale, jeśli brać to na serio, rozumowanie takie opiera się nie na zasadzie praw człowieka (w Rosji pogwałconych bez porównania okrutniej), lecz na absolutyzacji, monstrualnej wręcz absolutyzacji zasady suwerenności narodowej. A więc też jesteśmy przy nacjonalizmie.

Z punktu widzenia liberalizmu i praw człowieka priorytety są inne, a PRL zasługuje nawet na pewną życzliwość.

W ramach wielkoduszności (której niestety nie było i nie ma) można by nawet sądzić, że byłoby pięknym gestem, gdyby na przykład Wałęsa jako prezydent podziękował tym wszystkim, którzy starali się być patriotami w ramach PRL, uczłowieczali i łagodzili narzucony system oraz to i owo jednak dla Polski zrobili.

 

26 XII 2006

Refleksje nad przemówieniem inauguracyjnym prezydenta Lecha Kaczyńskiego

W swoim przemówieniu inauguracyjnym (patrz „Gazeta Wyborcza” 24–26 XII) nowy prezydent powiedział m.in.:

– „Polska jest jedna i wszystkie środowiska muszą mieć możliwość awansu i rozwoju”. Tak, ale trzeba dodać coś o wieloświatopoglądowości, pluralizmie, również w zakresie pamięci historycznej!

– „Naród jako wspólnota buduje się również wokół tradycji”. Co więc z koncepcją „nacjonalizmu liberalnego”, czyli wspólnoty komunikacji, zapewniającej miejsce różnym tradycjom (w odróżnieniu od wspólnoty plemiennej), umiejącej oddać sprawiedliwość zarówno Romanowi Dmowskiemu, jak i Czesławowi Miłoszowi i Witoldowi Gombrowiczowi, tradycji Polaka katolika i tradycji lewicowej polskiej inteligencji?

– „Odrzucenie narodowych kompleksów, ciągłego podnoszenia naszych słabości, chorobliwej tendencji do naśladownictwa” (vide Zdzisław Krasnodębski o modelu imitacyjnym).

A więc takie oto główne tematy:

– Republikanizm, dobro wspólne, przeciwko liberalizmowi indywidualistycznemu, akcentującemu pluralizm, „nieprzenikalność” jednostki, neutralność światopoglądowa państwa.

– Dowartościowanie narodu, „pamięć historyczna” (jedna?), IPN!

– Rozliczenia. Zgodnie z republikańską ideą „wzajemnej kontroli”. Vide Jean Jacques Rousseau, Włodzimierz Lenin.

– Cd. „antyrelatywizm”. Kontynuacja w tej kwestii głównego dyskursu III RP. Adam Michnik był w mniejszości.

– Koncepcja demokracji „wykluczającej” (zdaniem Krasnodębskiego dopuszczenie do wejścia „w zwartym szyku” byłych komunistów było pogwałceniem demokracji).

– Potrzebna jest „swego rodzaju umowa społeczna, która określi na następne lata sposób dzielenia wspólnego dorobku. Polacy muszą wiedzieć, czego mogą się spodziewać jako konsumenci, jako pracownicy, jako pracodawcy – spodziewać się od państwa”.

Czyli: sprawiedliwość dystrybucyjna via państwo. Zgoda, ale tylko co do społecznego minimum!

Prezydent zrobi wszystko „by piętnować tych, którzy szkodzą, odrzucają dobro wspólne, działają w imię partykularnych interesów, albo zgoła we własnym interesie”.

Czyli: piętnowanie inaczej myślących! Przeciwieństwo koncepcji liberalnej, zakładającej, że działań w interesie partykularnym nie można i nie należy eliminować, bo są rzeczą normalną – chodzi o to, aby mechanizm prawno-ustrojowy czynił je narzędziami wspólnego dobra. (…)

„Kraj nasz potrzebuje rozliczeń, bo bez rozliczenia tego nie może być porządku moralnego”. Bardzo ryzykowne! Z liberalnego punktu widzenia realizowanie porządku moralnego nie jest zadaniem państwa.

Z chrześcijańskiego punktu widzenia obowiązuje wybaczanie bezwarunkowe i zasada „nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni”. A z czysto pragmatycznego punktu widzenia najlepszą drogą do „zgody i jedności w sprawach najważniejszych” nie jest stałe przypominanie tego, co nas niegdyś dzieliło. Jeśli np. połowa Polaków uważa gen. Wojciecha Jaruzelskiego za patriotę (w pełni zadowalając się zarazem ideą „racji przygnębiać postawieniem tego starego człowieka przed Trybunałem. Sądowy wyrok w tej sprawie byłby niekorzystną zmianą i tak nie najlepszego wszak klimatu politycznego, podzieliłby Polaków na „gorszych” i „lepszych”, zastraszając tych pierwszych i skłaniając ich do ochronnej mimikry. Na pewno nie byłoby to triumfem moralności i drogą do autentycznej narodowej jedności.

 

12 I 2013

Refleksje o PRL przy okazji rozmowy z Agatą Bielik-Robson

Czytam – kończę – rozmowy Agaty Bielik-Robson z Michałem Sutowskim[1]. Ciekawe, choć bardzo dziwne! Imponujące zdolności i umiejętność przewartościowywania własnych poglądów, ale w ogóle całkowita inność wobec znanego mi świata. Erudycja w połączeniu z obszarami totalnej niewiedzy i dezorientacji, np. w sprawie „komunizmu”. Dla tego pokolenia istnieją tylko puste półki sklepowe i złość na gen. Jaruzelskiego.

Komunizmu jako wielkiego projektu, który najpierw istniał w sferze idei, a potem wszedł w sferę realizacji, ale przerwał ją w połowie, bez urzeczywistnienia się, nie ma w ogóle! Jest natomiast kapitalizm jako cel „przyszłościowy”.

Na stronach 47 i 48 o „szoku cywilizacyjnym” po wizycie w zachodnim supermarkecie. Wybiegła z tego „sanktuarium” z płaczem, uświadomiła sobie, że żyła w „patologicznym ustroju”, co było „piętnem i hańbą” [!].

Dla mnie jest to totalnie zdumiewające. Nic podobnego nie przeżyłem. Na sklepy w Oksfordzie (1960) nie zwróciłem w ogóle uwagi, a w USA? Zobaczyłem:

– chleb „waciany”, nie do jedzenia

– masło słone lub bez smaku

– ohydne zupy w puszkach

– owoce kolorowe, ale bez smaku i zapachu, np. truskawki

– obrzydliwie słodkie ciastka, brak pączków i bułeczek

– hamburgery gorsze od „mielonych z buraczkami” w ramach

obiadów „popularnych” lub „klubowych”, jakie serwowano

w naszych stołówkach

– herbaty owocowe, normalnej trzeba szukać itd., itp.

Z ubiorów:

– dżinsy niewygodnie obcisłe, adidasy też! Wszystko inne – jak u nas.

Wolność ograniczona dotkliwie, bo w USA – brak dróg dla pieszych, wszędzie „private, no trespassing”, brak dostępu do lasów i jezior, nie wolno stawiać namiotów poza strzeżonymi „polami namiotowymi”, brak nawet dostępu do plaż (Floryda!). Nie ma wsi, tylko farmy, drogi omijają osiedla, nic nie widać, kontakt z przyrodą na odległość, z okien samochodu.

Obfitość w sklepach? Dla mnie nic nowego, bo przed wojną dom handlowy Jabłkowskich na Brackiej był imponujący. Sklepy braci Pakulskich też – absolutnie wszystko, u wejścia wiszące sarny i dziki oraz bażanty i inne dzikie ptactwo, a w środku wszystkie „towary kolonialne”.

Wedel – szkoda gadać, jakże śliczne opakowania w postaci drewnianych zwierząt! Np. na placu Unii.

A jednocześnie nie mogłem idealizować II RP! Standardy cywilizacyjne określane były przez piece węglowe (zawsze zimno!). Kuchnie węglowe, zsypy w kuchniach, nocniki pod łóżkami, pluskwy, w szkołach plaga wszawicy, mycie rzadkie, praca w kuchni ciężka (np. wałkowanie ciasta i krojenie makaronów, domowe robienie konfitur i dżemów, robota dla kucharki bez przerwy!).

Anin owszem, ładny, miejsce zamieszkania wspaniałego Tuwima, ale sąsiednia Falenica pełna Żydów chałatowych, brudnych i biednych. Na ulicach (zwłaszcza na Pradze) Cyganie z tańczącymi niedźwiedziami, oficerowie w lśniących butach z szablami do ziemi, czysta egzotyka!

Miłosz porównywał Warszawę do „Teheranu”.

W PRL wszędzie relikty przeszłości, np. mieszkania ze wspólnym klozetem na klatce schodowej lub z latryną na podwórzu, po dwie osoby na jedno łóżko, brud, smród… Ale na tym tle nowe osiedla, skromne mieszkania, ale z ciepłą wodą, łazienkami, zielenią wokoło, bez pluskiew (wytępionych przez środki owadobójcze). Sklepiki osiedlowe wcale nie puste, choć nie było np. bananów i cytrusów: puste półki to dopiero druga połowa lat siedemdziesiątych! Czasem kolejki, ale zdarzyło mi się słyszeć taką odpowiedź na narzekania: „Dziś stoję w kolejce, ale stać mnie na kupowanie, a przed wojną było odwrotnie, czego wcale nie chcę!”

Przez 18 lat mieszkałem w poradzieckim domku na Jelonkach, problemy z zaopatrzeniem pojawiły się dopiero w 1968 r., przyjeżdżała w tej sprawie specjalna inspekcja. Na Mazurach trzeba było „polować” na chleb, bo rozchwytywano bochenki w mgnieniu oka! Ale jakość wakacji na Mazurach była mimo to o ile wyższa niż w USA czy w Anglii (np. Brighton, z czarną, zatłoczoną plażą). Do dziś dnia dobrze to pamięta moja córka Małgosia.

Nastroje konsumpcyjnej frustracji pojawiły się dopiero za Gierka!

Np. rozpacz Małgosi, że jej koleżanki szkolne, córki „badylarzy”, mają jakieś ciuchy, których ona nie ma! Albo rozmowa dwóch chłopców na parkingu: „Mój tatuś ma volkswagena, a twój tylko fiata…” Odp.:

Nieprawda! Twój tatuś ma syrenkę, właśnie ją myje”. I czarna rozpacz upokorzonego chłopca.

A więc frustracja na tle różnic w zaopatrzeniu jest czymś, co miało początek i rozwinęło się, a nie czymś, co istniało zawsze jako zmora!

W PRL można było żyć szczęśliwie i bez kompleksów. Przeciwnie: można było być dumnym, że żyje się w kraju o wiele bardziej wolnym niż ZSRR, Czechosłowacja lub NRD. Tak właśnie było w moim przypadku i to określa moją pamięć o tych czasach.

Pamięć pokolenia Bielik-Robson jest diametralnie inna. Ale trzeba ją zrelatywizować, umieścić w dłuższej perspektywie czasowej. To warunek sine qua non polskiej normalności.

 

 

13 I 2013

Dlaczego odmawiam nazywania „komunizmem” ustroju ZSRR i PRL

Jak odpowiedziałbym na pytanie, dlaczego odmawiam nazywania „komunizmem” ustroju ZSRR i PRL.

  1. „Komunizm” to wielki projekt radykalnej przemiany świata, jedna z „kierowniczych idei ludzkości”. Towarzyszył on ludzkości przez stulecia, a nawet tysiąclecia, a nie zrodził się dopiero wraz z rewolucją bolszewicką. „Realnie istniejący socjalizm”, będący rezultatem tej ostatniej, to ewidentnie coś innego. Przyzwyczajono nas określać go mianem „komunizmu”, ale to nadużycie, bo komunizm w pierwszym sensie ma mocniejsze, lepiej ugruntowane prawo obywatelstwa! Nie tylko dlatego że był najpierw i nieskończenie dłużej, ale też dlatego że jest nazwą zespołu idei, której zastąpić nie można.
  2. „Komunizm” jako nazwa realnie istniejącego ustroju to słowo z żargonu antyradzieckich dziennikarzy. Przywódcy ZSRR nigdy go w tym sensie nie używali. Przeciwnie: mówili o budowaniu komunizmu, a więc zakładali, że jest on sprawą przyszłości i że jest on ideą przewodnią, a nie realnością!
  3. Niemniej idea komunizmu leżała u podstaw leninowskiej rewolucji i dopiero za Leonida Breżniewa zastąpiono ją lojalnością wobec „realnie istniejącego socjalizmu”. Jeśli więc utożsamimy „realny socjalizm” z „komunizmem”, to będzie zatarciem fundamentalnej różnicy między wczesną (utopijno-totalitarną) a późną (realistyczno-pragmatyczną) fazą rozwoju radzieckiego ustroju. Ale najistotniejsze jest to, że „komunizm” jest niezbywalną częścią terminologii z zakresu historii myśli społecznej, a więc nie wolno oddać go w pacht rozpolitykowanym dziennikarzom. A jeśli używa się tego pojęcia niewłaściwie, to trzeba z tym walczyć.

Nie istnieją ustroje pod nazwami „nacjonalizm” lub „liberalizm”, bo są to pojęcia z zakresu myśli społeczno-politycznej, a nie typy ustrojów.

To samo dotyczy „komunizmu”. Może być komunizm anarchistyczny, autorytarny lub totalitarny, komunizm produkcji lub konsumpcji itd., ale w PRL była tylko (w pierwszych latach) komunistyczna ideologia, ustrój zaś to „demokracja ludowa” lub „państwowy socjalizm”.

 

21 X 2014

Niegodziwość III RP w punktach

Okropne wiadomości z Ukrainy (Krzysztof Pilawski). Jej premier Arsenij Jaceniuk głosi na serio myśl o odgrodzeniu Ukrainy wałem z fosą i zaoraną ziemią! Petro Poroszenko akceptuje kult Bandery, a w dodatku (Jan Widacki) ogłoszono lustrację, mającą objąć milion osób! Widacki słusznie przewiduje fatalne tego skutki.

Czy Michnik nie widzi bankructwa polityki ukraińsko-antyrosyjskiej, którą walnie wspiera? Czy nie widzi, że jesteśmy na szarym końcu wskaźników dotyczących wynagrodzeń, mieszkań, zdrowia? Za to wyzysk społeczny (koszty pracy) rekordowy!

Ujmę to w punktach. A więc:

– totalna dyskredytacja demokracji politycznej, zredukowanej do swobody (względnej) walk w obrębie „klasy politycznej”, bez możliwości zmiany w istotnych sprawach ustrojowych. Zupełne oderwanie od elektoratu – jeśli wyborcy czegoś się domagają, to słyszą tylko oskarżenia o „roszczeniowość” i „populizm” – kompletne, cyniczne oszukanie robotników, bo nieustannie demontuje się ich rzekome „przywileje”, rozwala się nawet cywilizowany Kodeks Pracy, wprowadzając umowy śmieciowe, „elastyczny czas pracy” (pozbawiający pracowników możliwości planowania własnego czasu), likwiduje się 8-godzinny dzień pracy itd., itp. Czy „styropianowcy” nie widzą tego, czy nie mają wstydu?

– reforma nauki zlikwidowała wszelką autonomię środowiska naukowego, a także prywatną wolność naukowców, wprowadzając niestabilność zatrudnienia, totalną, drobiazgową kontrolę biurokratyczną, a w dodatku szerząc jawną pogardę dla rezultatów pracy naukowej (wystarczą punkty w ocenie „bibliometrycznej”, lektura i ocena prac zbędna!). Ludzie stłamszeni, pozbawieni wolnego czasu na autentyczną pracę, totalnie poniżeni – dezintegracja społeczna, każdy sobie, system wartości nie do przyjęcia, odpychający – i wreszcie ta absurdalna patologiczna rusofobia, mnie osobiście odbierająca sens całego dotychczasowego życia, niebezpieczna i podła!

– A na dodatek ciśnienie ideologiczne, natrętna indoktrynacja, propaganda antykomunizmu bez komunistów, bezczelne zakłamywanie PRL-owskiej przeszłości!

[1] A. Bielik-Robson, Żyj i pozwól żyć. Rozmawia Michał Sutowski, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2012.

Paweł Kozłowski

Prof. Uniwersytetu Warszawskiego

Andrzej Walicki jest prawdopodobnie (w każdym razie ja tak uważam) największym spośród polskich intelektualistów, akademickich badaczy kultury, którzy swoją działalność twórczą zaczęli po II wojnie światowej. Jest klasykiem myśli społecznej, a stał się nim nie po śmierci, gdy dzieło zostało w sposób naturalne zamknięte, ale jeszcze za swojego życia. Każda jego książka, każdy artykuł miały wyjątkowo dużą wagę, współtworzyły teraźniejszość i zarazem stawały się częścią kulturalnego dziedzictwa, z którego bogactwa czerpie przyszłość.

„PRL i skok do neoliberalizmu”, jako jeden z tomów przygotowywanej przez wydawnictwo Fundacja Oratio Recta trylogii, należy do tego budującego polską kulturę intelektualną tworzywa. Tytuł nawiązuje wyraźnie do jednej z najważniejszych na świecie książek dotyczących idei Karola Marksa i ich praktycznych konsekwencji, tzn. do pracy Walickiego „Marksizm i skok do królestwa wolności”. Zawartość treściowa obu tomów jest jednak odrębna, choć ten przygotowywany teraz do wydania mieści się w szerokiej perspektywie tomu o idei marksistowskiego komunizmu. Przypomnijmy, że tamten przedstawia też analizę procesu dekomunizacji przebiegającego przez dziesięciolecia w ZSRR, aż po akt samorozwiązania tego państwa. Tytuł najnowszej książki wskazuje także na jej związki z jednym z ostatnich dzieł Walickiego, czyli „Od projektu komunistycznego do neoliberalnej utopii”. Tutaj jednak autor mniej zajmuje się ewolucją idei, a w większym stopniu ich politycznym zastosowaniem i praktycznym wpływem na społeczeństwo. Zresztą ciągłość myśli jest jedną z cech głównych twórczości Andrzeja Walickiego, do której on sam przywiązywał pierwszorzędną wagę. Co nie oznacza, że jego wszystkie myśli były niezmiennie trwałe, eo ipso skostniałe. Znaczy to natomiast, że ich ewolucja wynika z samej wewnętrznej logiki ruchu, a w żadnym wypadku nie jest wyrazem uległego wobec „panującego nastroju i opinii” oportunizmu.

Moja opinia nie odnosi się zatem do, zwykle formułowanego wobec recenzenta, pytania o jakość samego tekstu. W dwóch pierwszych zdaniach wyjaśniłem dlaczego taka ocena byłaby niewspółmierna i świadcząca wprost o megalomańskiej skłonności lub wręcz uzurpacji do jej podejmowania. Mamy przecież do czynienia z tekstem klasyka. Zostaje natomiast zasadne pytanie o formalny kształt książki. Tym bardziej, że Andrzej Walicki przywiązywał wagę nie tylko do zawartości myślowej tekstu, ale również do kompozycji całości – jedno i drugie tworzą meritum przekazu. Nad tą cechą każdego przygotowywanego przez siebie tomu pracował długo, zastanawiał się nad poszczególnymi rozdziałami, kompozycją książki, mocnym – jak mówił – „uchwytem” tematu. Gdy składała się ona z tekstów opublikowanych pierwotnie w formie poszczególnych artykułów, to wnikliwie rozważał ich wybór, co oznaczało przecież nie tylko akceptację, ale również odrzucenie. Poważnie traktował także nadanie im odpowiednich tytułów, zarówno tego głównego, okładkowego, jak i mniejszych, odnoszących się do części lub rozdziałów. Unikał wszelkiej metaforyzacji, a jeśli ją stosował (jak w przypadku „skoku do królestwa wolności”), to w efekcie czytelnego odwołania do bohatera lub do głównego wątku swoich analiz. Najważniejsza zawsze była jednoznaczność myśli.

„PRL i skok do neoliberalizmu” ma przejrzystą konstrukcję, powiązane ze sobą następstwo części, jasne tytuły poszczególnych fragmentów i, co najważniejsze, odpowiedni tytuł główny. Jest dobrze pomyślana i troskliwie opracowana redakcyjne. Żadnego z tworzących ją rozdziałów nie można uznać za przypadkowy, a jedyne co pojawia się w czytelniczej głowie, to sugestie umieszczenia w niej jeszcze innych tekstów, treściowo związanych z przewodnią problematyką. Nie wymieniam ich, gdyż wszelkie propozycje zmian tylko wtedy są sensowne, gdy mamy pewność, że efekt będzie lepszy od istniejącego stanu. (Ta konserwatywna zasada była też bliska Walickiemu). W niczym to wszakże nie umniejsza trudu redakcji, bo tego rodzaju wątpliwości towarzyszyły również autorowi, gdy przygotowywał swoje publikacje. Wiem o tym, bo sam w tych rozważaniach, zapraszany przez Andrzeja Walickiego, nie raz uczestniczyłem. Także z tej perspektywy uważam, że książka jest trafnie skomponowana, adekwatnie nazwana i profesjonalnie redakcyjne opracowana. Dobrze mieści się zarówno w prakseologicznych zasadach jaki w etycznych wymogach stawianych przez Walickiego swojej pracy.

Właściwie, zapewne z dużym pożytkiem dla czytelników, jest połączenie w niej tekstów utrzymanych w poetyce naukowej z wyrażającymi konwencję publicystyczną, dziennikarską i stosowaną przez autora w swoim dzienniku. Nie tylko dlatego, choć to najważniejsze, sam autor właśnie tak składał swoje niektóre książki. Istotny jest również powód inny: w połączeniu wielu pisarskich konwencji manifestuje się jedność myśli Andrzeja Walickiego, ich konsekwencja, wnikliwe dążenie problematyki i głębia prowadzonych interpretacji.

„PRL i skok do neoliberalizmu” dobrze mieści się w zbiorze dzieł autora i odpowiednio pasuje do ich chronologicznego w porządku. W ostatnich latach Andrzeja Walickiego szczególnie frapował los idei liberalnych, ich społeczna kompromitacja i polityczna impotencja. Mówiłem Mu o tym i pisałem, a więc tylko przypomnę, że w Polsce Solidarnościowej, czyli tej po 1990 roku, znalazł się w sytuacji podobnej do pozycji Jana Strzeleckiego w Polsce po 1945 roku. Autor „O socjalistycznym komunizmie” musiał, w imię autentyzmu swych przekonań oraz bogactwa kultury, bronić wartości idei socjalistycznych przed symplifikującym ściśnięciem autorytarnego, umieszczonego na wywieszonych publicznie sztandarach, socjalizmu. Autor „Liberalizmu w Polsce” z tych samych powodów bronił później idei liberalnych. Za główne zagrożenie ich żywej obecności uważał teraz nie marksistowski komunizm lecz neoliberalizm. Pisał, między innymi w listach adresowanych do Leszka Kołakowskiego (opublikowanych w tomie pt. „Listy 1957 – 2007”, Warszawa 2018), że nie może zaakceptować Polski i świata formowanych w imię zasad neoliberalnych, podkreślał w wielu swoich tekstach, że liberalizm nie jest ekonomizmem a wolny rynek był historycznym instrumentem destrukcji feudalizmu nie zaś celem i fundamentem liberalizmu. Wręcz przeciwnie, supremacja wartości wywodzących z ekonomii klasycznej i przyjęcie za nadrzędną jej perspektywy poznawczej oznacza regres rozwoju myśli liberalnych i wywodzonych z nich urządzeń społecznego świata. O tym przecież jest właśnie ostatni jego obszerny artykuł na temat, czyli „Czy możliwe jest liberalizm lewicowy” zamieszczony w książce pod znaczącym tytułem „Od projektu komunistycznego do neoliberalnej utopii” (Kraków 2013). To właśnie, czyli neoliberalizm jako największe współczesne zagrożenie wartości liberalnych, było podstawą przeprowadzonej przez Walickiego wielokrotnie krytyki dzisiejszej Polski oraz ważnym składnikiem krytyki inteligencji. książka „PRL i skok do neoliberalizmu” znajduje się właśnie na tej drodze myśli autora, poszerza jej ostatni odcinek.

Rekomenduję przygotowaną przez Fundację Oratio Recta książkę Andrzeja Walickiego do wydania w takiej właśnie postaci, w jakiej przedstawiono mi wypełniające ją teksty autora. Robię to nie tylko z głębokim przekonaniem, ale również z szacunku dla Andrzeja Walickiego i z uznania rangi jego kulturalnych dokonań. Książka powinna mieć wielu czytelników i „długie trwanie” nie mieszczące się w „nastrojach rynku” księgarskiego.

Warszawa, dnia 22 styczeń 2021 roku

 

 

prof. dr hab. Andrzej Romanowski

Uniwersytet Jagielloński

Najistotniejszą może cechą przedłożonego mi do recenzji tomu prof. Andrzeja Walickiego PRL i skok do neoliberalizmu jest wizerunek niezależnego intelektualisty, obserwującego od lat, i bez złudzeń, polskie życie polityczne i w zupełnej niemal samotności, z rzadką konsekwencją, uprzytamniającego Polakom „kilka myśli, co nie nowe”. Jest to zatem obraz upartego płynięcia pod prąd obiegowych opinii, choć także stałego poszukiwania płaszczyzn wspólnych, pragnącego ideowego partnerstwa, które ostatecznie mogło zostać zrealizowane w niewielkim tylko stopniu. Tom ten jest częścią większej całości, dlatego inne wątki myśli Walickiego (np. odnoszące się do Rosji) znajdą się w innych miejscach. Siłą tekstów tu zgromadzonych jest ich ideowa jednorodność. Dotyczą one liberalizmu i neoliberalizmu, tradycji wolnościowej i postawy klerkowskiej, dziedzictwa polskiej demokracji, lewicy i prawicy, marksizmu, socjaldemokracji i komunizmu, a w swym przesłaniu szerszym: Polski zmarnowanych szans, lub ostrożniej: Polski szanse te marnującej. We wszystkich tych sprawach wykazuje Andrzej Walicki kompetencję niezrównaną, ukazuje polskie sprawy w rzadkiej u nas perspektywie ogólnej, europejskiej i światowej, w szerokim kontekście, w tym także XIX-wiecznej myśli rosyjskiej, której był znawcą o międzynarodowym autorytecie. Jeżeli jednak historia splata się tu stale ze współczesnością, to najbardziej aktualne, a dla czytelnika najbardziej atrakcyjne, są znane skądinąd spory ideowe toczone w Solidarności i w ciągu trzydziestoletnich bez mała dziejów Trzeciej Rzeczypospolitej, spory dotyczące zwłaszcza kwestii rozliczeń z minioną epoką, w tym szczególnie lustracji i dekomunizacji. Stanowisko Walickiego w tych sporach jest na wskroś oryginalne: sytuuje się ono blisko publicystyki Adama Michnika, z którym jednak różni się stosunkiem do neoliberalizmu, w tym przede wszystkim do reformy Leszka Balcerowicza (w tych sprawach Walicki jest z kolei bliski późnemu Kuroniowi i całej, widocznej w III RP,  postawie Karola Modzelewskiego). Szereg analiz i sformułowań z tej książki (np. rozważania o „przemocy symbolicznej”) brzmi niezmiennie świeżo, absolutnie oryginalnie i odkrywczo, chwilami wręcz proroczo. Walicki „za grobem” może mieć (gorzką) satysfakcję, że jego „wołanie na puszczy” okazało się tak dalekowzroczne.

Nie jest to książka jednotematyczna, pisana z myślą o przyszłym druku zwartym, lecz ułożony w pewną całość zbiór artykułów, powstających w okresie 1997-2016, a więc na przestrzeni niemal dwudziestu lat. Naturalnie autor niejednokrotnie wraca do zagadnień i przykładów, poruszonych wcześniej. Ma to swój sens, bowiem czytelnik lepiej sobie przyswaja przekazywane mu treści, dodatkowo je sobie utrwala. Zarazem jednak ta powtarzalność powoduje u czytelnika uczucie pewnego znużenia, wywołuje odruchową reakcję: „przecież już to czytałem”. Na to jednak nie ma rady, skoro wydanie pism Andrzeja Walickiego jest koniecznością. Niedopuszczalny przecież byłby zabieg (zastosowany swego czasu przez Nawojkę Cieślińską-Lobkowicz w edycji pism Jacka Woźniakowskiego) nowego redagowania tekstu, usuwający wprawdzie powtórzenia, lecz tworzący przez to nową jakość – jeżeli nawet w odbiorze czytelniczym atrakcyjniejszą (choć i tego nie byłbym pewien), to kompletnie ahistoryczną, tworzącą rzeczywistość, która nigdy nie miała miejsca. Pietyzm wobec spuścizny Andrzeja Walickiego, jednego z największych myślicieli naszego czasu, domaga się przedrukowywania tych tekstów in extenso – tu nie ma alternatywy.

Jest jednak sposób na większą spójność tej książki – choć może tylko teoretyczny, bo słyszę, że układ tomu został dokonany przez autora. Lecz mimo to pietyzm nie powinien być posunięty zbyt daleko. Postulowałbym rozważenie pewnego zabiegu generalnego: wyodrębnienia różnych form podawczych. Są tu generalnie trzy takie formy: artykuł, wywiad i zapis w dzienniku. Stworzenie według tych form odpowiadających im trzech części naruszyłoby zaprojektowany przez autora ciąg myślowy, nie naruszyłoby jednak ciągu chronologicznego, bo takiego autor nie założył. O ile zaś formy artykułu i wywiadu są same w sobie widoczne, to inaczej ma się rzecz z dziennikiem. Formalnie biorąc, pojawia się on tu w dwóch miejscach: w najlepiej widocznym miejscu końcowym oraz wcześniej, w rozdziale Polska droga od komunizmu. Natomiast rozdział Zapisane w dzienniku wyróżnikowi temu się wymyka, choć ze względu na tytuł też mógłby znaleźć się w tym miejscu. Niezależnie jednak od faktu, że granice między formą artykułu i dziennika są i tak u Walickiego płynne, to kompozycja podyktowana formami podawczymi mogłaby jakoś „usprawiedliwiać” niepokojące recenzenta powtórzenia.

Postulat zmian kompozycyjnych formułuję o tyle śmielej, że jeden z przedstawionych tekstów (Rosja, Ukraina i „powszechna świata amnestia” na ss. 119-128) znalazł się już wcześniej na ławce rezerwowej, bowiem otrzymał propozycję przeniesienia do innego tomu, do bloku „rosyjskiego”. Z czego wniosek, że dyrektywy autora traktujemy już i tak w miarę swobodnie. Idąc tą drogą, pozwalam sobie zgłosić wątpliwość także w sprawie fragmentu dotyczącego krakowskiego spotkania poświęconego książce Od projektu komunistycznego do neoliberalnej utopii (na ss. 163-175). Jest to zapis dyskusji, w którym oprócz Walickiego pojawiają się też inni, w tym niżej podpisany. Zapis, jak czytam, nie był autoryzowany, choć podobno akurat Walicki autoryzacji dokonał. Ale nie wydaje się, by ów zapis wnosił cokolwiek nowego do jego myśli.

Stanowczo bym obstawał przeciwko publikacji fragmentów nie ukończonych. Tak się dzieje na s. 299, gdzie brak początku tekstu, a także pod koniec książki w niejasnym przypisie (?). Na pewno do wyrzucenia jest króciutki tekst Eksmisje 3. Do likwidacji są też „główki” otwierające kolejne rozdziały – tłumaczyły się one niegdyś w czasopiśmie, w książce nie mają racji bytu. Trzeba też zwrócić uwagę, że niektóre partie dziennika mają charakter dość roboczy (np. na s. 275, czy 297). Walicki był świetnym stylistą – pozostawienie takich partii krzywdziłoby go, obniżałoby rangę artystyczną jego pisarstwa. Zawsze warto pamiętać, że nadmierny pietyzm wobec dorobku nie żyjącego autora może nie tylko podnieść, lecz i obniżyć jego rangę. Summa summarum proponuję książkę zamknąć na s. 309 – to będzie mocne, wyraziste zakończenie.

Postulowałbym umieszczenie przypisów w tych miejscach, w których autor ewidentnie się pomylił – nie przyniesie to przecież żadnej ujmy jego erudycji, a zapobiegnie rozpowszechnianiu się błędów. Znając otwartość i wielkoduszność Profesora (sam jej kiedyś doświadczyłem) pewien jestem, że za takie glosy byłby tylko wdzięczny.

Tak oto na s. 60 artykuł Ewy Milewicz, że „SLD mniej wolno” (Szafa SLD), nie ukazał się w „Gazecie Wyborczej”, lecz w „Tygodniku Powszechnym” (1999 nr 51-52). Choć pracowałem wtedy w redakcji „Tygodnika”, nie znam kulisów tej sprawy, mogę jednak domniemywać, że skoro tekst nie ukazał się w macierzystym piśmie autorki, to – być może – redakcja „Gazety” go nie chciała. Czyli obarczenie odpowiedzialnością „Gazety” jest – być może – niesprawiedliwe.

Na s. 202 – rolę Narodowej Demokracji akcentował Michnik nie w Listach z Białołęki, lecz w Rozmowie w Cytadeli.

Na ss. 245 i 268 – ziemianie litewscy ani nie „budowali”, ani tym bardziej nie „wystawili” pomnika Katarzyny II, lecz jedynie, w grupie 60 osób, uczestniczyli 10/23 IX 1904 w Wilnie w jego odsłonięciu. Jednym z tych „kataryniarzy”, zdecydowanie wtedy potępianym, był rzeczywiście Aleksander Meysztowicz, którego Piłsudski zrobił w r. 1926 ministrem sprawiedliwości.

Na s. 225 – Królestwo Polskie nigdy w sposób oficjalny nie zmieniło nazwy na Priwislinskij kraj.

Książka zawiera liczne – i czasem przykre – literówki. Nie przedstawiam ich, rozumiem bowiem, że będzie to jeszcze poddane zabiegom adiustacyjnym. Jednak dla uniknięcia  nieporozumień sygnalizuję, że na ss. 204 i 211 pomylono nazwiska: Gowin (Jarosław) i Gawin (Dariusz). Nie ulega też wątpliwości, że na s. 291 chodzi o Zdzisława Krasnodębskiego.

Wszystkie zawarte tu wątpliwości, bądź (podnoszone w różnym stopniu stanowczości) postulaty służą zawsze jednemu celowi: ukazania myśli Andrzeja Walickiego w formie możliwie najbardziej sugestywnej. Czyli zachęcenia do pochylenia się nad zamkniętym już dorobkiem, do podjęcia z jego twórcą prawdziwej, merytorycznej dyskusji, której tak mało zaznał on za życia. W każdym razie, w jakiejkolwiek ostatecznej postaci, przedstawiony tom rekomenduję gorąco do wydania.

 

 

Tomasz Kozak

Dziś, gdy stadny konformizm inteligenckich niedobitków faworyzuje różne „historie ludowe” — drugi tom publicystycznych pism Andrzeja Walickiego raczej nie ma szans na nagrodę Nike.

A przecież „Antykomunizm zamiast wolności. Porachunki inteligenckie” (2021) to książka bardzo ważna. Głównie dlatego, że podejmuje zadanie, którego właściwie nikt nie podejmował w III RP. Jeśli nie całościowo ukazać, to przynajmniej wstępnie naszkicować świat naprawdę „nieprzedstawiony”: korzenie, aktualne uwikłania i przyszłościowe powinności potransformacyjnej inteligencji.

Walicki bazuje na rozpoznaniu oczywistym, zdawałoby się, ale symptomatycznie wypartym z pola poznawczego i politycznego widzenia:

„Wystarczy zajrzeć do pomnikowego „Słownika języka polskiego” pod redakcją Witolda Doroszewskiego, żeby się dowiedzieć, co to jest wolność po polsku. Pierwsze znaczenie słowa wolność oznacza „niezależność jednego państwa (narodu) od innych państw w sprawach wewnętrznych, jak i stosunkach zewnętrznych; niepodległość, niezawisłość, suwerenność”. Dopiero drugie, rzadziej używane znaczenie to wolność, której podmiotem jest nie naród, ale jednostka. W związku z powyższym trudno było w Polsce być takim liberałem jak John Stuart Mill, który dowodził, że najważniejszą rzeczą jest nie wolność od tyrańskiego rządu, lecz niezależność od opinii publicznej. Z nią bowiem wiąże się największe ograniczenie wolności, człowiek zaś powinien być osobą niezależnie myślącą”.

W tym kontekście pojawia się kluczowe rozróżnienie. Z jednej strony inteligent-społecznik, z drugiej intelektualista-klerk. Pierwszy tworzy „elitę czynu”, drugi — „elitę poznania”. O ile pierwszy inwestuje we wspólnotę działania, o tyle drugi praktykuje niezależność myślenia. Drugiemu grozi zatem samotność społeczna i alienacja polityczna, a pierwszemu — konformizm intelektualny sprzężony z hipokryzją świadomości fałszywie moralizatorskiej. Zdaniem Walickiego nowoczesna historia Polski przebiegła w sposób, który ewolucyjnie eliminował klerkizm, a każdym razie tworzył środkowisko skrajnie niesprzyjające intelektualnemu indywidualizmowi. Koszty tej ewolucji ponosimy do dzisiaj.

Jeśli o mnie chodzi, zawsze należałem do przeciwników konserwatywnego liberalizmu (będącego komunitarianizmem liberalnym), z którym identyfikował się Walicki. Jestem radykalnym konstruktywistą i skrajnie lewicowym libertarianinem — daltego odrzucam nie tylko pojęcie narodu wyobrażonego jako struktura natywna i dziedziczna, lecz również co do zasady neguję myślenie w kategoriach narodowościowych. Specyficzny „nacjonalizm”, bliski Walickiemu — jest dla mnie nieakceptowalny.

Mimo to przyznaję „Porachunkom inteligenckim” pierwszą w historii nagrodę Kozaka. Nie ma dziś w Polsce ważniejszego zadania od określenia aktualnej kondycji — oraz wyznaczenia futurystycznej teleologii — awangardy intelektualnej.

(8) Tomasz Kozak | Facebook

 

Antykomunista, ale…

ANDRZEJ WERBLAN

Nowa książka Andrzeja Walickiego, zmarłego przed rokiem wybitnego historyka myśli, dotyczy głównie współczesnego polskiego antykomunizmu i jego złowrogiego wpływu na politykę całego posolidarnościowego obozu. Dowiadujemy się z niej, jak ten krytyczny osąd powstawał i rozwijał się w konfrontacji z wydarzeniami.

Walicki w listopadzie 1981 r. skorzystał z zaproszenia jednego z czołowych uniwersytetów australijskich i na 20 lat opuścił Polskę. Napisał tam książkę „Marksizm i skok do królestwa wolności. Dzieje komunistycznej utopii”. Dzieło to jest powszechnie uważane za szczytowe osiągnięcie naukowego, intelektualnego antykomunizmu.

Na początku XXI w. Walicki po przejściu na emeryturę w Stanach Zjednoczonych wrócił do Polski. W konfrontacji z rzeczywistością III RP zajmował wobec niej coraz bardziej krytyczne stanowisko. W dzienniku tak to ujął: „Przez dość długi czas starałem się reprezentować opcję relatywnie prawicową; odrzucałem skrajność egalitaryzmu, uznawałem potrzebę promowania wolności gospodarczej, nie odczuwałem zahamowań w podkreślaniu pozytywów wspólnoty narodowej (…). Uzna-wałem wszakże za najzupełniej oczywiste, że nie wolno głosić nierówności bez granic, autokracji rynku, nacjonalizmu w wersji ekskluzywistycznej (sami swoi) oraz religijności tradycjonalistyczno-katolickiej, klerykalnej. Ponieważ nie zechciałem przesunąć się wraz z całą wręcz polską sceną polityczną jeszcze bardziej »na prawo«, a zgubność tej opcji stała się dla mnie oczywista, stałem się zatem rzecznikiem przesunięcia jej na lewo” (3 grudnia 2002 r.).

Antykomunizm – spóźniony, bez komunistów, nieokiełzany przez rozum, dziki – był według Walickiego pierworodnym grzechem III RP, zawinionym przez post-„Solidarność” i deformującym coraz mocniej demokrację. Sam Walicki był antykomunistą w sensie naukowej krytyki leninowskiej i stalinowskiej ideologii i polityki. Był też zwolennikiem antykomunizmu cywilizowanego, według projektu Mirosława Dzielskiego skierowanego przeciw instytucjom i regułom, a nie przeciw ludziom, walczącego o coś, a nie z kimś. Tymczasem w Polsce spotkał się z antykomunizmem wymierzonym nie tyle przeciw systemowi, który już upadł, ile przeciw ludziom związanym z Polską Ludową lub wobec niej lojalnym. Dostrzegał w tym rażącą sprzeczność z zasadami demokracji.

Walicki z oburzeniem konstatuje, że obóz po- solidarnościowy na początku swych rządów do-puścił się podwójnego wiarołomstwa. Nie tylko wobec swej robotniczej bazy poprzez plan Balcerowicza, lecz także wobec partnerów przy Okrągłym Stole. Współistnienie z nimi trwało zaledwie kilka miesięcy i zakończyło się inauguracją prezydentury Lecha Wałęsy, spostponowaniem Wojciecha Jaruzelskiego i Polski Ludowej. Odtąd dyskryminacja PRL staje się zasadą polityki obozu posolidarnościowego, realizowaną w różnych formach, ale niezmiennie.

Walicki jest świadom, że autorem tej polityki był Jarosław Kaczyński, który na łamach redagowanego przez siebie tygodnika „Solidarność” głosił otwarcie, że nagonka na PRL i związanych z nią ludzi ma rekompensować społeczeństwu udręki kapitalistycznej transformacji i koić moralne jej dolegliwości. Polemizował z nim jedynie Adam Michnik, ale reszta obozu posolidarnościowego, zespołu „Gazety Wyborczej” nie wyłączając, poszła drogą Kaczyńskiego. Walicki z oburzeniem odnotowuje publikacje Ewy Milewicz o tym, że „SLD mniej wolno” lub jej polemiki z grubą kreską Mazowieckiego, a także filipiki Pawła Machcewicza z czasów jego pracy w Instytucie Pamięci Narodowej „o zbrodniczości PRL”. Ze zdziwieniem przyjmuje fakt, że nawet Jerzy Turowicz wyraził moralne oburzenie z powodu wyboru „postkomunisty” Kwaśniewskiego na prezydenta. Gdy w tym kontekście przeczytał w którymś z tygodników opinię, że samo państwo prawa jest „moralnie nie do przyjęcia, bo chroni postkomunistów”, zanotował w dzienniku: „Ale dla mnie właśnie taki pogląd jest moralnie nie do zniesienia, gwałci bowiem fundamentalną zasadę demokracji o równości wobec prawa”.

Jego smak i sumienie naukowe drażni też wulgarny prymitywizm tego współczesnego antykomunizmu bez komunistów, demonstrowana po-garda dla dorobku nauki w tej dziedzinie. Pojęcie „komunizm”, opisujące wielką utopijną ideę o kilkusetletniej historii i upiorną praktykę, jaka z niej wynikła w XX w., sprowadza do roli obelgi miotanej po równi Stalinowi, jak i Gierkowi czy Jaruzelskiemu. Podobnie zresztą z „totalitaryzmem”, pojęciem opisującym szczególnie odrażający rodzaj despotii, które po bezmyślnym przekształceniu w rodzaj obelgi przykleja się do każdego politycznie zwalczanego zjawiska. Walicki dowodzi, że Polska Ludowa nigdy nie była państwem komunistycznym, a Związek Radziecki w czasach Breżniewa również prze-stał nim być. Były to państwa dyktatorskie z gospodarczym modelem państwowego socjalizmu. Walicki podziela w tej kwestii poglądy niedawno zmarłego historyka z Oxfordu Zbigniewa Pełczyńskiego, który twierdził, że dekomunizacja Polski Ludowej została rozpoczęta w 1956 r. przez ekipę Władysława Gomułki i Józefa Cyrankiewicza, a zakończona przez ekipę Wojciecha Jaruzelskiego i Mieczysława Rakowskiego jeszcze przed upadkiem PRL.

Odpowiedzialnością za spaczenie polityki polskiej tym antykomunizmem bez komunistów Walicki obarcza post-„Solidarność”, wszystkie jej frakcje, choć oczywiście w nierównej mierze. Reprezentatywna może być pod tym względem jego ocena polityki Donalda Tuska, zanotowana w dzienniku 3 stycznia 2016 r.: „Tusk nie zrezygnował i chyba nie mógł zrezygnować z legitymizowania swej partii programowym »antykomunizmem« w postsolidarnościowym sensie tego terminu. PO pod jego kierownictwem pozostała więźniem podziału historycznego, a jeśli chciała w jakiejś mierze uwolnić się od niego, to obawiała się do tego przyznać. Stąd chyba brało się dziwne zjawisko (…) z jednej strony faktyczna rezygnacja z lustratorskiej »dekomunizacji«, z drugiej zaś coraz radykalniejszy »antykomunizm« w oficjalnej polityce historycznej, posunięty aż do granic absurdu, czyli do traktowania całych dziejów Polski Ludowej jako czasów »komunizmu« i obcej okupacji”.

Walicki wręcz obsesyjnie obawia się podziału Polski na 2 narody i realizacji w XXI w. obłędnych rojeń starzejącego się Dmowskiego o Po-lakach prawdziwych, powołanych do rządzenia, i Polakach tylko metrykalnych, powołanych do słuchania. Ten podział na 2 plemiona polityczne, budowany obecnie przez antykomunizm, ulega według Walickiego wzmocnieniu przez podział socjalny, budowany neoliberalną polityką ekonomiczną, gwałtownie pogłębiające się zróżnicowanie majątkowe i dochodowe ludzi oraz zamożności regionów kraju. Walicki wykazuje, że rodowód poglądów i polityki Balcerowicza nie jest liberalny, lecz libertariański. Adaptuje na polski grunt poglądy grupy fanatycznych zwolenników prywatnej własności i omnipotencji rynku, którzy do wpływu na politykę w USA doszli w czasie prezydentury Reagana i których czas dawno już minął. W dzisiejszej Ameryce, pisze Walicki, nikt ich nie uważa za liberałów. Jego ideałem pozostaje klasyczny liberalizm promujący wolność jednostki sprzężony z socjaldemokratycznym państwem socjalnym. Walicki nie traci nadziei na renesans tego modelu w polityce europejskiej i polskiej.

Pozytywnie ocenia rozsądnie prowadzoną prywatyzację państwowej własności, ale potępia reprywatyzację, na której dorabiają się Kościół oraz potomkowie dawnych posiadaczy.

Z ambiwalencją odnosi się do natarczywie powtarzanej tezy o ostatnim ćwierćwieczu jako najpomyślniejszym okresie w dziejach Polski. Gotów jest przyznać tej tezie rację tylko częściową w sporze z nacjonalistyczną idealizacją zaściankowości szlacheckiej. Dodaje jednak, że nie potrafi zaakceptować tej tezy „jako patriotycznej moralistyki usprawiedliwiającej narastanie nierówności w rozkładzie ciężarów społecznych”.

Stanowisko Walickiego i jego publicystyka nie były po myśli rządzącego w Polsce obozu posolidarnościowego. Frakcja PiS traktowała je wrogo, ale antypisowcy też z niechęcią – z powodu krytyki III RP. Jednak autorytet naukowy w świecie powstrzymywał cały ten obóz od otwartej krytyki i polemik z Walickim. Wybrano metodę przemilczania i ignorowania. Nie polemizowano, ale też nie informowano o jego publikacjach. Odwracano się do tego wybitnego uczonego plecami. Jedynie lewicowe tygodniki opinii pozytywnie reagowały na jego publikacje. Na pogrzebie Walickiego nie pojawił się żaden przedstawiciel oficjalnej Polski, nawet z kierownictwa Polskiej Akademii Nauk. Liczni za to byli uczniowie i przyjaciele.

Tygodnik NIE nr 34/2021 (20-26.08.2021 r.)

 

Antykomunizm zamiast wolności

Anna Leszkowska

 

Fundacja Oratio Recta w 2021 roku wydała trzy tomy pism prof. Andrzeja Walickiego, jednego z najwybitniejszych polskich historyków idei. Choć wszystkie zatytułowane są PRL i skok do neoliberalizmu, każdy z nich (co zostało zaznaczone w podtytułach) dotyczy różnych zagadnień, nie odnoszących się wprost do zdarzeń w ujęciu chronologicznym historii Polski tego okresu.

W tomie pierwszym Andrzej Walicki – o Polsce inaczej znalazły się rozważania dotyczące gen. Wojciecha Jaruzelskiego, Solidarności i zdrady elit; natomiast w trzecim (Dzieło Andrzeja Walickiego) – teksty odnoszące się do fałszowania historii, liberalizmu i nacjonalizmu oraz niegodziwości III RP.
Omawiany poniżej tom drugi pod redakcją Joanny Schiller-Walickiej i Pawła Dybicza dotyczy rozważań nad antykomunizmem i porachunków inteligenckich. Na tom składają się eseje, wystąpienia kongresowe, polemiki, artykuły i wywiady, a także fragmenty Dziennika z lat 1997 – 2016.

We wstępie do książki Jarosław Dobrzański, znawca twórczości Andrzeja Walickiego, wskazuje, iż zamieszczone w tym tomie teksty historyka i filozofa charakteryzuje szczególny rodzaj ciekawości poznawczej. Walicki zadaje w nich pytania dotyczące zjawisk uważanych za dobrze rozpoznane i wyjaśnione, w których kwestionuje utrwalone, „poprawne” werdykty, dowodząc, iż ta rzekoma ich prawdziwość to w rzeczywistości grupowy konformizm i koniunkturalizm. Wątkiem, jaki się w tym tomie przewija – pisze Dobrzański – jest konfrontowanie rzeczywistości PRL z realiami Polski po 89 roku. Walicki podważa tu przyjęte powszechnie uproszczone wartościowania, sprzeciwia się czarno-białym ocenom w odniesieniu do PRL i III RP oraz zastanawia, dlaczego elity polityczne tak bezrefleksyjnie i nagle odeszły od realnego socjalizmu i przeszły bezkrytycznie w neoliberalizm. Ponadto, czy możliwy jest w Polsce liberalizm lewicowy i czym on winien się cechować?
Analizuje też ten ideowy zwrot w sferze języka, co widać np. w polskim dyskursie politycznym, w którym dominuje termin antykomunizm, choć komunistów ci u nas tylu, co kot napłakał. Dlaczego więc z taką nienawiścią i zaciekłością zwalcza się nawet samo pojęcie komunizmu? Skąd się też wziął używany w znaczeniu obraźliwym termin „postkomuniści”, skoro nie wiadomo co on oznacza? Stawia też obrazoburcze pytania w rodzaju: czy Polska jest państwem demokratycznym?

Walicki, który uważał się za spadkobiercę tradycji ideowych polskiej i rosyjskiej inteligencji, rozumiał lewicowość inaczej niż to widzimy dzisiaj u tzw. lewicy „kawiorowej”, neoliberalnej. Dla filozofa była ona niezgodą na przemoc ekonomiczną, wyzysk i drastyczne nierówności społeczne. Swój „katechizm” wartości zawarł w publikowanym tomie Dzienniku – zapiskach z 2008 roku.
Z takiej postawy wynika też krytyczna ocena elit postsolidarnościowych, jaką zawarł w swoich rozważaniach oraz trudne pytania stawiane współczesnej inteligencji: jaką rolę pełniła i pełni podczas zmiany ustrojowej? Czy właściwie rozumie swoje powołanie? Czy traktowanie przez nią PRL jako „czarnej dziury” jest uczciwe intelektualnie i etyczne?

Lektura tekstów Andrzeja Walickiego jest lekturą niezwykle zajmującą i inspirującą, nie tylko z racji aktualności problematyki, tematów, jakie nas żywo obchodzą. Jej szczególnie cenną wartością jest niekonformistyczne podejście i naukowa uczciwość w badaniu zagadnień ideowych najnowszej historii Polski. Także przystępność, bo choć teksty Andrzeja Walickiego należą do tych, które zawierają duży ładunek intelektualny, ich lektura jest zrozumiała dla każdego, co wynika nie tylko z lekkości wypowiedzi i żelaznej jej logiki, ale i dyscypliny językowej filozofa. Studiowanie myśli Andrzeja Walickiego ułatwia też dobór różnorodnych form publicystycznych uprawianych przez uczonego: eseju, artykułu, wywiadu, notatek.(al.)

“Sprawy Nauki”, 26.12.2021 r.

 

Andrzej Walicki – PRL, „komunizm”, „antykomunizm”, „neoliberalizm”

Krzysztof Lubczyński

 

Drugi tom esejów politycznych profesora Andrzeja Walickiego poświęcony jest dwóm głównym zagadnieniom. Pierwsze streszcza się w dobitnym i nie pozostawiającym miejsca wątpliwościom zdaniu: „Antykomunizm zamiast wolności”, drugie dotyka starego zagadnienia „obrachunków inteligenckich”, które wszakże Walicki nazywa, chyba nieco przekornie i złośliwie, „porachunkami”. I naświetla je inaczej niż się przyzwyczailiśmy, bardzo oryginalnie, osobno.

Zagadnienie pierwsze zaprowadziło Walickiego do następującej, choć rzecz jasna nie jedynej, konstatacji: okazało się, że powodowana antykomunistyczną obsesją, znacząca część opozycji solidarnościowej z lat 1980-1989, po przełomie kontynuująca ją już w roli czynnika państwowego, będąc czy to u władzy, czy u formalnej już opozycji, pomimo werbalnego deklarowania przywiązania do takich kategorii („wartości”) jak wolność i demokracja, w gruncie rzeczy zainteresowana była wyłącznie obaleniem tzw. „komunizmu”, przez który rozumiała system PRL i jego ideowe oraz frazeologiczne instrumentarium, ale już w znacznie mniejszym stopniu wolnością i demokracją.
Dopiero po wielu latach, z odległej perspektyw czasowej i zasobu doświadczeń wyraźnie widać, że opozycja skupiona wokół NSZZ „Solidarność” powszechnie używała słowa „solidarność”, ale już słowa „demokracja” znacznie rzadziej, a słowa „wolność” prawie nigdy.
Wystarczy sięgnąć po roczniki licznych pism wydawanych przez „S”, włącznie z „Tygodnikiem Solidarność”, by skonstatować, że tego słowa używano bardzo rzadko. Znamienne, że po 1980 roku w kręgach NSZZ „Solidarność” nie używano w stosunku do tej formacji określenia „opozycja demokratyczna”, które przypisano wyłącznie przedsierpniowemu (od 1976 roku) środowisku opozycyjnemu spod znaku KSS-„KOR”. Słowo „wolność” w piśmiennictwie solidarnościowym w latach 1980-1989 występowało w skali śladowej.
Trudno przypisywać związkowym liderom, zwłaszcza średniego szczebla, jakieś machiaweliczne intencje, chęć oszukania związkowych mas, jednak kierownictwo „S” generalnie nieufne było w stosunku do deklaracji wolnościowych i demokratycznych, a częściej odwoływało się do „katolickiej nauki społecznej” i do „solidaryzmu”. Dopiero z dzisiejszej perspektywy czasowej i empirycznej widać to bardzo wyraźnie.
Wydaje się, że w w związkowych elitach zakiełkowała myśl zastąpienia wspomnianego „komunizmu” nie demokracją, lecz autorytarnym systemem katolicko-narodowym, jako bardziej korzystnym dla „polskiej wspólnoty”, a przede wszystkim bardziej odpowiadającym ich emocjom i przekonaniom.
Dojście do władzy PiS, zwłaszcza w wersji 2.0, wydaje się być pierwszą tak radykalną próbą zrealizowania tego planu. Obecny demontaż ustroju demokratycznego i wolności obywatelskich przez rządy PiS wydaje się być konsekwencją tamtych wzorców, a nie wypadkiem przy pracy.
Co do samego „komunizmu” i „antykomunizmu”, to w dwóch tekstach – „Dzieje antykomunistycznej obsesji” oraz „Nieporozumienia wokół komunizmu”, Andrzej Walicki zdemolował całe instrumentarium mówienia i pisania w PRL o „komunizmie” językiem „antykomunistycznej obsesji”, cały arsenał „argumentów”, schematów interpretacyjnych znanych od dziesiątków lat, pokazał ich antyintelektualizm, ich skrajnie emocjonalną, nienawistną genezę.
Również na nowo spojrzał Andrzej Walicki na marksizm, bo choć za marksistę się nie uważał, to kierunek ten traktował z całą powagą jako układ odniesienia, przedmiot krytyki i źródło inspiracji. Bardzo frapujący z tego punktu widzenia jest jego tekst o paradoksalnie brzmiącym tytule: „Czy można mówić o „komuniźmie politycznym”?
W tomie tym, objawia się też Andrzej Walicki jako – w szerokim tego słowa rozumieniu – socjalista kładący silny akcent na społeczną sprawiedliwość, co jest mocno wyłożone w rozmowie z Krzysztofem Pilawskim oraz w tekście „Nieświęte prawo własności”.
Drugie zagadnienie współstanowiące zawartość tego tomu, to „obrachunki inteligenckie” (u Walickiego: „porachunki”), które to określenie w połowie lat pięćdziesiątych odnoszono do fali literackich rozrachunków ze stalinizmem we wszelakich jego segmentach.
W części poświęconej „porachunkom inteligenckim” omawia Walicki w fascynującej rozmowie z Aleksandrem Pawlickim i Sławomirem Sierakowskim dwie główne funkcje inteligencji: zaangażowanie i klerkizm. W tekście własnym omówił Walicki „Polskie koncepcje inteligencji i jej powołania”. Szczególnie istotny jest jego tekst „Czym nie powinna być inteligencja liberalna?”, który jest kapitalną analizą rządów „neoliberalnych” i brutalnej balcerowiczowskiej transformacji po 1989 roku, a co za tym idzie, krytyką poparcia, jakiego udzieliła jej liberalna inteligencja, za co po latach „przepraszał” jeden z jej czołowych eksponentów, profesor Marcin Król, w głośnym tekście „Byliśmy głupi”.
Odpowiedź na tytułowe pytanie, którym opatrzony jest wywiad z Walickim przeprowadzony przez Pawła Dybicza i Roberta Walenciaka, „Czy inteligencja stanęła na wysokości zadania?” jest generalnie negatywna, choć myślowo nie hurtowa, lecz wycieniowana. Interesująca jest konstatacja Walickiego kończąca ten wywiad (z roku, prawdopodobnie, 2007 lub nieco później): „Nie sądzę, aby Polska mogła ostać się w Europie jako skansen.
Moim zdaniem zmiana pokoleniowa nastąpi nie w kierunku skansenu, bo PiS osiągnęło już maksimum. To było jak szczepionka. Młodzi ludzie dostali szczepionkę antyprawicową.
Na bliższą metę jestem raczej pesymistą, a na dalszą metę – raczej optymistą w tej kwestii”. Na pierwszy rzut oka prognoza Profesora może wydać się błędna, bo szczepionka w latach 2015 i 2015 nie pomogła. Jednak dziś, w roku 2022 widać już dość wyraźnie, że szczepionka, choć z pewnym opóźnienie, zaczęła działać.
Zagadnieniom historycznym poświęcony został tekst mający charakter wykładu uniwersyteckiego, „Elity intelektualne i zmienne losy „wymyślonego narodu” w Polsce”.
Jest to skrót historii tworzenia się polskiej świadomości narodowej, od wieku XII do wieku XX, świadomości narodowej, przez długie wieki przynależnej jedynie elitom intelektualnym, od Galla Anonima począwszy. („Od narodowości średniowiecznej do wieloetnicznego narodu szlacheckiego”, „Tworzenie nowoczesnego narodu”, „Tworzenie odrodzonego narodu”). Całość edycji uzupełniają obszerne fragmenty dziennika prowadzonego przez Andrzeja Walickiego.
Kapitalna dawka fascynującego, oryginalnego myślenia.

„Trybuna” nr 16-17/2022, 24-25 stycznia 2022 r.

10% RABATU
Bądź zawsze dobrze poinformowany o nowych produktach oraz specjalnych promocjach tylko dla odbiorców Newslettera.

Zapisz się na nasz newsletter i odbierz powitalny prezent: -10% rabatu na pierwsze zamówienie książkowe.
Kod zniżkowy ważny będzie przez 7 dni.
Otrzymasz go tylko wtedy, gdy zapiszesz się przez ten formularz!
    ZAPISZ SIĘ
    Wyrażam zgodę na wykorzystywanie przez Fundację Oratio Recta powyższych danych do wysyłki newsletterów zawierających informacje o nowych numerach czasopisma, książkach wydanych przez fundację oraz o innych prowadzonych przez nas działaniach.
    ×

    Podgląd e-maila :

    Jeśli nadal zastawiasz się co mi kupić na prezent, nie musisz już szukać!

    KUP TERAZ

    Ustawienia wiadomości