mroziewicz ikonka sklep allgero 568x568 - Delirium władzy,

Delirium władzy

Kto rządzi

ten błądzi

Czy jesteśmy skazani na rządy psychopatów? Co musi zrobić świat, by wyjść z zaklętego kręgu dyktatur, populizmu i terroru? Krzysztof Mroziewicz pisze o tym w najnowszej książce Delirium władzy.

47,00 

Na stanie

SKU: MROZIEWICZ Kategorie: ,
  • Share post

Opis

Świat w XXI wieku – od Azji po Amerykę Łacińską – pełen jest przemocy i fałszu. Dyktatorzy zagrażają demokracji. Gdzie szukać rozwiązań? Autor podejmuje próbę pokazania różnych wymiarów najpoważniejszych wyzwań, jakie stoją także przed Polską.

Krzysztof Mroziewicz – znany dziennikarz prasowy i telewizyjny, były dyplomata, wykładowca uniwersytecki. Pracował w „itd.”, Polskiej Agencji Prasowej (m.in. jako korespondent w Indiach) i „Polityce”, prowadził popularny program telewizyjny „7 dni – świat”, laureat trzech Wiktorów. Był ambasadorem RP w Indiach, Nepalu i Sri Lance. Opublikował kilkanaście książek, z których ostatnie to: Indie. Sztuka władzy (2017), Mity indyjskie (2015), Pastwisko świętych byków (2014), Korespondent, czyli jak opisać pełzający koniec świata (2013), 33 Ewy i trzech Adamów (2012), Fidelada (2011), Bezczelność, bezkarność, bezsilność. Terroryzmy nowej generacji (2010), Prawdy ostateczne Ryszarda Kapuścińskiego (2008).

Delirium władzy to zbiór szkiców poświęconych sytuacji w różnych częściach świata – w krajach Bliskiego Wschodu, Afryki, Azji, Ameryki Łacińskiej, ale też w Polsce. Autora szczególnie interesuje problem władzy, przemocy, populizmu i dyktatury. Kreśli sugestywne psychologiczne portrety dyktatorów, ale pokazuje też historię teologii wyzwolenia i na tym tle drogę życiową i poglądy papieża Franciszka. Na obraz współczesności w jego ujęciu składają się nie tylko wojny i rokowania międzynarodowe, ale także terroryzm w różnych odmianach, handel narkotykami, gry wywiadów i tajnych służb, internetowe hackerstwo. To książka pełna barwnych i dramatycznych obrazów wydarzeń politycznych ostatnich lat (Arabska Wiosna, wojna w Syrii, Libii, śmierć Ibn Ladina, sytuacja wokół Korei  i w Wenezueli i in.) i oraz sylwetek ludzi, którzy na bieg wydarzeń wywarli wielki – pozytywy lub negatywny – wpływ (m.in. Ibn Ladin, Erdogan, Naser, Kaddafi, Assange, Kim Dzong Un, Bush, Ali Agca, papież Franciszek).

Dodatkowe informacje

Waga 0.45 kg
ISBN 978‐83‐64407‐30-7
Oprawa miękka
Liczba stron
368
Format 143×205 mm
Waga
450 g.
Data wydania Warszawa 2019
Autor Krzysztof Mroziewicz
Wydawca Fundacja ORATIO RECTA

TERRORYZM – MUTACJA XXI 7
PIEŚNI PAŃSTWA ISLAMSKIEGO 24
TRZEBA KUPIĆ TĘ NIEWOLNICĘ 28
KTO ZABIŁ UBL? 42
ŚWIECKIE MOCARSTWO MUZUŁMAŃSKIE 51
Przed zamachem
Rzeź Ormian dziś
Ali Ağca Superstar
Turcja po zamachu
BLISKI WSCHÓD PO TUNEZJI 72
Od króla dziwkarza do pilota dyktatora
Libia – odchodząca władza zabiera ze sobą rozum
Kiedy Bahrajn?
LUDOBÓJCY 90
SIEROCTWO SYRII 97
GDZIE W ŚWIECIE ISLAMU JEST SPOKÓJ? 103
Emiraty, czyli złoty pył
Dziewczyny z Casablanki i Tangeru
Malediwy, gdzie nie da się skrzywdzić dziewicy
TAJNA HISTORIA OPIUM 143
KARA ŚMIERCI JAKO TAJEMNICA 159
JAPONIA WEDŁUG KAPUŚCIŃSKIEGO 165
KOREA PÓŁNOCNA 173
Supermocarstwo pełną gębą
Kim umarł, lecz żyje Kim
Kimkolwiek jest Kim
Równowaga
FUJIMORI NIE WIE, CO TO SEPPUKU 194
DELIRIUM WŁADZY 201
BUTA U WŁADZY 207
POSTDYKTATURA 211
ASSANGE – HAKER ANARCHISTA 224
ŁOWCY KOBIET, ŁOWCZYNIE MĘŻCZYZN 237
WYWIAD, CZYLI INTELIGENCJA 246
STAN ZDROWIA MĘŻA STANU 268
PRAWDOPODOBNIE NAJGORSZY PREZYDENT USA PO II WOJNIE ŚWIATOWEJ 275
MSZA KREOLSKA 314
NASZA CHATA Z KRAJA 340
Kościół z ludzką twarzą
Nobliści posadzili dąb
Good bye! See EU later
POSTSCRIPTUM 351
BIBLIOGRAF iA 352
INDEKS OSÓB 355

Rolę rzecznika biednych zawłaszczyła sieć religijna, która zamierza zniszczyć cywilizację zachodnią za pomocą środków wynalezionych przez cywilizację zachodnią. Nie ma oferty na czas po postulowanym przez siebie zwycięstwie, dlatego jej ofensywa się nie powiedzie. Terroryzm obecnej generacji, zmutowana wersja poprzedniej, powtarzam, nie powiedzie się teraz, ale się zmutuje i znowu kiedyś uderzy. Na razie będzie kosztowną i bolesną próbą sił, całkowicie beznadziejną, z czego zdają sobie sprawę terroryści, dlatego są znacznie okrutniejsi od poprzedników. Chcą jak najwięcej zniszczyć. Cynicznie wykorzystują zamęt związany z wielkimi napięciami światowymi: przenoszeniem się świata nad Pacyfik, tworzeniem nowego układu dwubiegunowego USA–Chiny, globalnym kryzysem ekonomicznym, zaburzeniami klimatycznymi itd. Prowadzą ekstremalne działania na ograniczonych obszarach. Zbliżyli się do granicy ludobójstwa. Są bardzo dobrze wykształconymi zbrodniarzami. Za pomocą najnowszych środków technicznych, jakimi są komórki i internet, przygotowują akcje przy otwartej kurtynie. Wywiady im niestraszne. Są w stanie użyć taktycznej broni jądrowej, mogą zaatakować w powietrzu samolot prezydencki samolotem kamikadze, są gotowi zlecić hodowlę człowieka i produkcję środków farmakologicznych o pożądanym działaniu, a także zdezorganizować środki łączności elektronicznej, to znaczy napaść na serwery.

 

Papież Bergoglio posługuje się przekazem, który, z pozoru banalny, nabiera z każdą chwilą głębi, jakiej nie uniesie żadna metafora. Słowa wypowiedziane do wszystkich stają się nagle celnie zaadresowanym ostrzeżeniem. Chwilami Franciszek mówił tak, jak gdyby słuchaczami były polskie władze, którym słowa miłość, zgoda, przebaczenie nie mogą przejść przez gardło.

Franciszek namawiał do pisania Ewangelii na czystych kartach, które tam zostały. Do pisania własnym stylem. Mówił to człowiek, dla którego najważniejszym pisarzem okresu studiów jezuickich był Dostojewski. Politycy obecni na tym kazaniu musieli uświadomić sobie ze zgrozą, że własna Ewangelia to coś innego niż zła pamięć o wyimaginowanych krzywdach i polityka historyczna realizowana przez opłaconych sługusów.

Bergoglio był w Argentynie uważany za lidera opozycji. Ośrodki, które to, co nie jest ich prawicą, nazywają lewactwem, również papieża – gdyby miały dość odwagi – nazwałyby lewakiem.

W ostatnich wyborach młodzi księża popierali PiS. I widzą teraz, kogo poparli. Jeśli myślą tak jak chłopiec, który chce Kościoła z ludzką twarzą. Hierarchowie powinni pomyśleć o emeryturze. Na razie stowarzyszenie nadętych dostojników idzie drogą, na której do pomyślenia byłyby nawet aborcja czy eutanazja na gejach, genderystkach i uchodźcach.

Najważniejsze, co płynie z nauk Franciszka, to proste pytanie i najprostsza z odpowiedzi: Nie wierzysz w Boga? Nie szkodzi, Bóg wierzy w ciebie.

 

Słów parę o „Delirium władzy. Kto rządzi, ten błądzi” Krzysztofa Mroziewicza

Roman Strzemiecki

To znowu stary dobry Mroziewicz. O tyle lepszy, że już od blisko 60 lat siedzi na swoim Księżycu i widzi jak na dłoni, co wyrabiają Ziemianie.

A wzrok, zamiast mu z wiekiem słabnąć, wyostrza się. To ten sam nowoczesny lapidarny język. Żadnego ględzenie kilometrowymi frazami. Sypie niedużymi kamyczkami, a kamyczek to rozdział – jak „partyzantka kokainowa”, „terroryzm kontestacji i kontrkultury”, Zachód, „racjonalistyczny, lecz nie zawsze racjonalny”, „popełniono na nich samobójstwo”, Putin i Erdoğan „dwaj Azjaci z Europy”.

Może ktoś kiedyś zanalizuje język pisarki Mroziewicza. A warto, bo tam pełno wynalazków językowych. Tu też są. Bardzo podoba mi się „szpieginia”. Rozprawia się też z błędnym zapisem obcych nazwisk po polsku. I jest Chomejni, a nie żaden Chomeini.

Mroziewicza „się czyta”, bo jest niepohamowany w subiektywnych osądach. Wiarę papieża Franciszka przejrzał jednoznacznie: „Nie wierzysz w Boga? Nie szkodzi, Bóg wierzy w ciebie”. Weźmy sprawę projektu uregulowania konfliktu izraelsko-palestyńskiego wypracowanego przez premiera Izraela Ehuda Olmerta i prezydenta Autonomii Palestyńskiej Mahmuda Abbasa. Mroziewicz ogłasza, że Olmerta „zmuszono do ustąpienia” i „Abbas nie miał z kim podpisywać umowy”, gdy tymczasem Olmert skarżył się, że Abbas odmówił złożenia podpisu, choć równie korzystnego dla Palestyńczyków porozumienia strona izraelska „nie zaproponuje przez najbliższe 50 lat”. A „Delirium” kończy proroctwem: „Anglicy popełnili harakiri. Pociągną za sobą PiS”.

A w ogóle uprzedzam – Mroziewicz pisze o wszystkim, co wie na świecie (ale wie, co pisze), bo odkąd żyje, dowiedział się bardzo wiele i wszędzie był. Ujawnia swoje przemyślenia, a przemyślał bardzo dużo — o polityce, historii, kulturze, o nędzy gatunku człowieczego — jak fascynująca rozprawka o opium — i jego wielkości. Fascynujące są jego analizy różnych aspektów gier zakulisowych w stosunkach międzynarodowych. Szczególne wrażenie zrobiły na mnie spostrzeżenia dotyczące „agenta wpływu”. Warto posłuchać starszego.

Uwolnił się też wyraźnie od poprawności politycznej. Więc są i „białasy” i „czarnuchy”. I zupełnie niepoprawnie prorokuje, że „za 40 lat będziemy mieć Francję w jednej trzeciej algierską, Hiszpanię w jednej trzeciej marokańską”. Że w islamie „kobieta jest zawsze winna, nawet jeśli jest niewinna”. I zupełnie nieumiarkowanie pierze straszliwe brudy współczesnej cywilizacji islamu i jego władców. Brudy, które życzliwym ciociom europejskim, jak Merkel, czy Mogherini, ani troszeczkę nie śniły się w 2015 roku.

Jeśli ktoś chce wiedzieć, dlaczego w świecie islamu, zwłaszcza arabskim, wszyscy biją się krwawo ze wszystkimi w zmieniających się konfiguracjach, warto „Delirium” przeczytać, bo Mroziewicz widzi to przejrzyście ze swego Księżyca. Żeby nie było, że Mroziewicz to chorobliwy wróg islamu, zwłaszcza arabskiego, mamy opowieść o dobrym emirze Zajidzie ibn Sultanie al-Nahajanie, który zamiast zmarnować biliony petrodolarów na szerzenie zła, jak Kadafi, zbudował Zjednoczone Emiraty Arabskie. No, bo Wiosna Arabska jakoś nie zalęgła się w żadnej z monarchii arabskich.

Mroziewicz przypomina też czytelnikowi bardzo smakowite kawałki z przeszłości, o których po latach wiadomo znacznie więcej, niż wtedy, kiedy się działy – jak upolowanie Usamy ibn Ladina w Pakistanie. Jak okoliczności zamachu na polskiego papieża, wtrącając nawet wątek osobisty o powiadamianiu o tym Polaków. Nader ciekawie brzmi też jego odmalowanie osobowości zamachowca tureckiego.

Skoro delirium władzy, to mamy przegląd samozagłady popadłych w delirium władców arabskich, którzy wywołali Wiosnę Arabską — począwszy od Zajna al-Abidina ibn Alego, prezydenta żyjącej jakoby w ładzie, pokoju i niemal dobrobycie, Tunezji. A potem są inni, jak szczególnie malowniczy Muammar Kadafi w Libii, którego Mroziewicz tytułuje od psychopatów, pokazując, że to taki kolejny na długiej liście władców.

A najsmakowitszy kawałek to delirium władzy Kimów północnokoreańskich.

Wszyscy władcy, którzy popadli w delirium mają poczucie bezkarności. I w sobie tę chęć ludobójstwa i na swoich i na obcych rasowo, czy kulturowo (religijnie); Mao Zedongowi Mroziewicz wyliczył, że spowodował śmierć co najmniej 70 mln ludzi. Delirium dopadło też Alberto Fujimoriego, co także budował „drugą Japonię” – w Peru – a skończył posłany za kraty na 25 lat. Jest – rzecz prosta – i o praojcach XX-wiecznego delirium u władców: Hitlerze i Stalinie.

Ale do tej beczki miodu dołożymy łyżeczkę dziegciu. Mroziewicz ukazuje nam, jak rozwija się potęga terroryzmu islamskiego wymierzonego w inne cywilizacje i, że każda jego fala po jej przyduszeniu odradza się w nowej formule, a każda kolejna formuła jest groźniejsza od poprzedniej. I widzi te głęboko wrośnięte korzenie, z których odrasta. Ale, to co nasz europejski Autor proponuje jako lekarstwo, to miara bezradności cywilizacji zachodniej. Powiada, że trzeba „zorganizować islam umiarkowany do walki z islamem radykalnym”. W jaki sposób? Przecież islam to ustrój totalitarny – nie oddzielisz tego, co boskie od tego, co cesarskie. Doktryna, prawo, obyczaj, zasady życia społecznego to nierozerwalna jedność.

Mroziewicz nie wie albo nie chce wiedzieć, że władca Turcji Erdoğan – którego postać głęboko nam przenicował, trafnie podejrzewając go, że sam urządził w 2016 r. inscenizację obalania siebie samego – co jakiś czas wpienia się, że „islam umiarkowany” to wynalazek Zachodu, że to takie wciskanie muzułmanom dziecka w brzuch. Dla Erdoğana islam jest jeden. I ten islam powinien zapanować siłą nad światem niewiernych. Nie, nie, tego drugiego Erdoğan dziś nie głosi. Głosił, gdy był burmistrzem Stambułu i poszedł za to za kraty. Już nauczył się, że trzeba działać politycznie. I umiejętnie uprawia tę swoją brutalną demokraturę z tym samym celem, co na początku.

P. S.

Zresztą, już król Maroka Hasan II tłumaczył w 1993 r. Anne Sinclair, supergwieździe telewizji francuskiej, jak dziecku szczególnej troski, że Marokańczycy (czytaj muzułmanie) nigdy nie zamienią się we Francuzów. Sinclair miała na myśli zwyczajnych świeckich Francuzów, nie tam chrześcijan.

“Studio Opinii”, 17.06.2019 r.